piątek, 10 stycznia 2014

25. Prawda skrywana od wieków.

Szliśmy przez wielki park, jakby tak się zastanowić to nigdy nie widziałam domu mistrza. Jednak cały czas dręczą mnie myśli na temat utraconej magi. A co jeśli na czas jej nie odzyskamy i Wendy z Gajeelem...Nie nie nogę tak nawet myśleć, wszystko się ułoży w końcu nie jestem sama mam jego i przyjaciół którzy pomagają sobie nawzajem. Gdy wyszliśmy z parku moim oczom ukazał się dość duży dom.Gdy doszliśmy pod furtkę drzwi się otworzyły, a w nich staną Laxus.
- Wejdźcie! - poinformował nas jak zwykle oschłym tonem. Lekko się denerwowałam. Natsu widocznie to zauważył bo jak wchodziliśmy razem z przyjaciółmi do środka mocniej zacisną moją dłoń, dodając mi odwagi. Przeszliśmy przez skromny beżowy korytarz. Na jego końcu znajdował się pokój w którym czekał na nas mistrz.
- Proszę usiądźcie - wskazał nam miejsca. Ja usiadłam obok jego prawej ręki. Podął mi jakąś kartkę. Przeczytałam ją, był to jakiś mit. Gdy skończyłam wszystko ułożyło mi się w głowie. Każdy siedział cicho i skierował swój wzrok na mnie. 
Moja praprababcia, to ona wybierała pomiędzy wiatrem a ogniem. To ona była wtedy w ciąży z prababcią. A przeznaczenie znów skierowało, że nasza rodzina wybierała pomiędzy wiatrem a ogniem. I tak było cały czas. I zawsze nasza rodzina wybierała ogień. Zawsze... Niespodziewanie poczułam przyjazne ciepło oraz zobaczyłam rażące światło. Zamknęłam oczy a gdy ponownie je otworzyłam ujrzałam...zamek! Obok były trzy smoki, jeden złoty, drugi z płomieni i jeden taki srebrny. Trzy głowy spoglądały na obraz za oknem. To tam księżniczka magi wybierała swojego ukochanego. Gdy tylko wybrała ogień, srebrny smok uniósł się i odleciał. Za to smok płomienia podszedł do złotej smoczycy i razem odeszli w las. 
- Gdzie ja jestem? - zapytałam samą siebie. Unosiłam się w powietrzu, co było nie realne. Nagle obok mnie pojawiła się kobieta o blond włosach. Delikatne policzki, i suknia różowa. Wyglądem przypominała tą królową magii. Zaraz! To byłą ONA!
- Ohayo Lucy - uśmiechnęła się do mnie nie winnie. 
- Ohayo - szepnęłam dalej wstrząśnięta. Jednak nie długo po policzku kobiety popłynęła łza, a po niej kolejna. 
- Lucy przepraszam. - schowała ręce na twarzy i zaczęła płakać. Bałam się poruszyć myśląc, że może spadnę ale jednak zrobiłam ten krok. Krok ku niej by ja przytulić. Objęłam ją mocno, nie wiedziałam co się dzieje lecz nie chciałbym by płakała. 
- To moja wina. A tak właściwie powinnam ci wszystko wyjaśnić a nie się rozklejać. Więc zacznijmy od tego, nazywam się Hihri Luffa to kobieta którą widzisz to ja w przeszłości. Jestem twoją praprababcią. To przez to co teraz widzisz zrodziła się nasza rodzinna klątwa - 
- Klątwa? - byłam zdziwiona. 
- Tak widocznie nie słyszałaś o niej ponieważ twoja mama zbyt szybko odeszła. Nasza rodzina od pokoleń rodzi córki z magią gwiazd. I zawsze maginie wybierają na swoich mężów magów ognia. A to wszystko przez to, że to ja pierwsza wybrałam ogień. Kiedy jednak mój ukochany zginął w walce - przeniosłyśmy się do tamtego czasu. Na około mnie było pełno ludzi i smoków przez których zwyczajnie przenikałam. - Ja byłam w ciąży i zatopiłam się w potwornym smutku. Jako władczyni dobrej magi rzuciłam urok na naszą krew. Postanowiłam że każda z nas, znajdzie kogoś podobnego do niego i odnajdzie prawdziwe szczęście. Wszystko było dobrze dopóki ty się nie narodziłaś. Twoja babcia byłą moją córką więc całkowicie posługiwała się magią gwiazd, twoja matka tak samo. Jednak ty.. ty zmieszałaś magię gwiazd z ogniem. Robiłaś to jeszcze w łonie matki, przez co Layla była strasznie słaba, aż w końcu jej serce nie wytrzymało i zmarła w młodym wieku. Od samego początku twojego pojawienia wszystko działo się inaczej. Zamiast ty wybierać to on wybrał. To wszystko było inne. Twoje przygody, przyjaciele całe twoje życie. Żadna z nas nie mogła złamać tej klątwy, której chciałabym się pozbyć. Ale ty możesz dać radę to zmienić...wystarczy tylko, że pokochasz jakiegoś innego maga. A nie maga płomieni...- spojrzałam na nią przerażona.
- Jak to mam pokochać kogoś innego..? - nie rozumiałam co ona mówi, cały świat zaczął się walić. 
- Musisz odejść z gildii, i zakochać się na nowo w kimś innym... Jesteś księżniczką dobrej magi, magi gwiazd i ognia feniksa więc na pewno chciałabyś pozbyć się tej klątwy. w
W końcu jesteś naszą Lucy - złapała mnie za ręce.  - Mimo, że na twoich barkach cięży odpowiedzialność całej dobrej magi, to musisz poświęcić coś by było wszystko dobrze. Musisz opuścić maga ognia feniksa, to nie możliwe byś ciągle się z nim spotykała bo inaczej klątwa znów będzie musiała czekać by ją złamać -
- Ale po co ją łamać skoro wszystko jest dobrze? - spytałam dosyć nie rozumiałam z naszej rozmowy. 
- Zapomniałam ci coś powiedzieć. Mówiłam że chciałaby każda z nas doznała takiego uczucia jak ja prawda? -
- Tak -
- Więc.. to tyczyło się również bólu jakiego doznałam po śmierci mojego ukochanego. Każdy ukochany umierał gdy my byłyśmy w ciąży - uśmiechnęła się szaleńczo. Jeśli nie powstrzymam klątwy, to Natsu on umrze?! Ale przecież mój ojciec żył!
- Ale mój ojciec żył! - 
- Ale mówiłam ci przecież, że ty byłaś wyjątkowa - odsunęłam się od niej. 
- Nie! - przez moją głowę przelatywały wspomnienia mojej babci, prababci gdy ich ukochany umierał. Nie chciałam tego przeżywać. 
- Ja chce stąd odejść! - 
- W takim razie żegnaj ale nie zapominaj prawdy której się tu dowiedziałaś! - po chwili całą świeciłam. Zamknęłam oczy i gdy ponownie je otworzyłam ujrzałam zatroskana twarz Natsu.
@.@
Dobra na to co zrobiłam nie ma wytłumaczenia ale już jestem! I ogłaszam że rozdziały wchodzić będę dokładnie w każdy piątek miesiąca!

czwartek, 19 grudnia 2013

24. Smoczy zabójcy.

Widziałam ciemność. Moje powieki były takie ciężkie, jednak powoli podniosłam je. Przez chwilę miałam rozmazany obraz jednak po sekundzie udało mi się zobaczyć Erzę i Graya pochylających się nade mną. Z początku przestraszyłam się i szybko uniosłam głowę co skończyło się bólem.
- Lucy! -  przytuliła mnie przyjaciółka. Miałam wiele pytań jednak zaczęłam od najbardziej dla mnie ważniejszych.
- Co z Natsu? - spytałam spuszczając wzrok na śnieżną pościel.
- Wszystko dobrze teraz śpi. - poinformował mnie Gray.
- A co z gildią? - odezwałam się ponownie.
- Na szczęście dzięki tobie nikt nie zginął i wszyscy są cali - złapała mnie za ręce dodając otuchy.
Dzięki mnie? Mam pustkę w głowię ostatnie co pamiętam to jak trzymałam Natsu w objęciach. Więc nie wiem o czym oni mówią..
- Ale o czym w mówicie? - spytałam, dość mocno zdziwiona.
- No o tej fali energii dzięki której nas wyleczyłaś - jakiej znowu fali energii?
- Jakiej fali? - zapytałam z niepokojem.
- No tej ..-
- Erza daj spokój ona nic nie pamięta. Powoli ci wytłumaczę - zaczął chłopak. - Kiedy trzymałaś Natsu w rękach, niespodziewanie na około was pojawiła się wilka fala energii która wyleczyła nas ,ale odebrała magię wszystkim których wyleczyłaś. - co odebrałam magię moim przyjaciołom? To nie możliwe. A jeśli ja także ją utraciłam? Szybko wyszłam z łóżka i sięgnęłam po klucze.
- Otwórz się bramo do Panny! Virgo! - przede mną pojawiła się poświata ,a po chwili dziewczyna przykuta łańcuchami. Rzuciłam jej się na szyję.
- Czy czas kary księżniczko? - byłam taka szczęśliwa ,że ja nie utraciłam magii. Ale dlaczego nie mają jej moi przyjaciele?
- Oczywiście ,że Virgo jak się czują Gwiezdne Duchy? - spytałam.
- Wszystko jest w porządku księżniczko - to dobrze. Nagle mnie coś oświeciło.
- Erza co z Wendy i Gajellem?! Oni są smoczymi zabójcami utrata magi to dla nich pewna śmierć! - krzyczałam. Smoczy zabójcy są zbudowani z magii , więc jej brak oznacza dla nich śmierć. Zszokowana Erza szybko podmieniła zbroję i pewnie skierowała się do nich.
- Skoro ani mogą umrzeć to co z ..-
- Natsu! - dokończyłam  biegnąc po schodach do salonu. Smoczy zabójca leżał na kanapie. Tak bardzo teraz się bałam o niego. Biegnąc po schodach wyprzedził mnie Gray.
- Ej ognisty móżdżku! - rzucił się na różowo-włosego klepiąc po policzkach. Natomiast gdy ja do niego dobiegłam odepchnęłam przyjaciela. Położyłam ręce na jego czerwonych policzkach.
- Natsu, Natsu obudź się. Proszę.. - szeptałam najpierw ze spokojem ,a potem coraz bardziej roztrzęsiona.
- Lucy, Gray - na jednej z poduszek siedział mały niedawno obudzony przez nas Happy.
- Happy. - szepnęłam a w moich oczach szkliły się łzy.
- Lucy co robisz Natsu? - spytał żartobliwie. Jednak nikt z nas nie miał teraz ochoty na żarty. Gray podszedł do małego partnera mojego ukochanego i mu wszystko tłumaczył, a ja dalej próbowałam na wszelkie sposoby obudzić smoczego zabójcę.
- A może jedzenie podziała ,zawsze działało! - odezwał się kotek. Nie widziałam w tym żadnego sensu ,ale pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam wczorajszego kurczaka. Podeszłam do różowo-włosego i położyłam mu danie przed nos. Nie trzeba było długo czekać ,żeby chłopak się obudził i zaczął pożerać jedzenie.
- Natsu! - rzuciłam mu się na szyję. Może nie miałam racji?
- Ohayo Lucy! - uśmiechnął się przytulając mnie. Po wyjaśnieniu całej sytuacji Dragneelowi przybyłą Erza.
- Lucy miałaś rację! Gajeel i Wendy oni walczą o życie im dłużej nie odzyskamy magi tym oni są bliżej śmierci.. i jestem pewna ,że Natsu! - zamilkła widząc jak chłopak siedzi na sofie ze mną przytuloną do jego ciepłego torsu. - Jak to możliwe, że Natsu nic nie jest? - spytała drżącym głosem.
- Skoro miałam rację i Wendy z Gajeelem cierpią to dlaczego Natsu ty nie odczuwasz żadnych zmian? - spytała patrząc w jego tęczówki.
- Dobra spróbuję użyć magii. - powiedział wstając. Nie długo całe pomieszczenie wypełniło światło z jego płomienia.
- Natsu nie utracił magii. Tak samo jak ja. - musiałam się chwilę zastanowić. - Już wiem! Erza mówiłaś, że każdy kto poczuł tą energie stracił magię ale zostały wyleczone mu rany? -
- Tak -
- To oznacza, że ja z Natsu nie straciliśmy mocy bo my byliśmy w środku tej mocy ,a wy na zewnątrz. I wszystko się zgadza! - klasnęłam w dłonie.
- A właśnie Lucy mistrz chciał cię widzieć gdy tylko lepiej się poczujesz był poważny. - poinformowała mnie przyjaciółka.
- Więc chodźmy możne czegoś więcej się dowiemy - Natsu złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu mistrza.
@.@
A o to nowy rozdział. Tak wiem długo mi się go pisało ale miałam poważne kłopoty rodzinne więc to nie moja wina >.< Za parę minut lub godzinę powinien pojawić się również rozdział na mojego drugiego bloga o nalu zachęcam do komentowania ^^

poniedziałek, 9 grudnia 2013

23. Gdzie jest magia?

Światło zniknęło, pokazując dwójkę magów. Lucy leżała nieprzytomna obok chłopaka. Oboje nie mili na sobie żadnych ran. Tylko zmęczenie i rozdarte strzępki ubrań wskazywały na stoczoną bitwę. Jednak kiedy poświata zniknęła i ukazała magów każdy z gildii poczuł przypływającą do nich przyjazną siłę, a ich rany się goiły. Erza pierwsza podeszła do nieprzytomnych przyjaciół. Nachyliła się nad nimi i o mało nie dostała zawału. Okazało się ,że Salamander tak naprawdę śpi, a gdy Tytania zbliżyła się do nich zaczął dość głośno chrapać.
- Haha cały nasz Natsu! - śmieli się członkowie gildii. Nawet na twarzy poważnej Tytani pokazał się szczery mały uśmiech .Jednak dalej nie wiedzieli co to była ta fala przyjaznego światła.
- Erza! - krzyknęła Mira, która opiekowała się mistrzem gildii.
- Co się dzieje Mira? - spytała znów poważna.
- Ta fala ona wyleczyła mistrza! - po tej wiadomości na wszystkich twarzach pojawił się wielki uśmiech.
- Uch.. - spojrzeli na budzącego się staruszka.
- Mira? Erza? - wyszeptał przez wąsy.
- Mistrzu! - w dość mocnym uścisku dusiła go biało-włosa. 
- Mira udusisz mistrza - rzekła dość poważnym tonem Scarlet.Posłusznie dziewczyna puściła staruszka, który rozglądał się dookoła. Gdy jego wzrok dotarł do leżących postaci Natsu i Lucy zmarszczył brwi.
- Dobra robota moje dzieci! - krzyknął do wszystkich nie spuszczając wzroku.
- Aye!! - odpowiedzieli mu krzykiem.
- Mistrzu ale co my teraz mamy zrobić? Gildia jest zniszczona a my potrzebujemy odpoczynku. - odezwała się Levy.
- Cóż każdy niech wraca do domu ,a od jutra zaczniemy odbudowywać nasz dom - powiedział bawiąc się siwym włosem.
- Erza - zatrzymał dziewczynę. - Co z nimi? - spytał wskazując na kochanków.
- Lucy jest tylko nieprzytomna ,a Natsu śpi ,ale mistrzu mistrz nie wie co tu się stało. Kiedy Lucy uklęknęła przy Natsu z jej ciała wyłoniło się wielkie światło. Gdy opadło nasze rany zostały zagojone i wróciła nam siła , ale ta dwójka jest nieprzytomna - staruszek spojrzał bardzo poważnym wzrokiem na Erzę.
- Erzo mogłabyś zmienić zbroję? - chciał coś sprawdzić.
- Dobrze. Podmiana! - jednak nic takiego się nie stało. Dziewczyna dalej stała przed Macarovem w tych samych resztkach zbroi.
- Tak jak myślałem. -
- Mistrzu ale co to znaczy?! - denerwował się.
- Nie jestem pewny więc nic nie powiem. Wszystkiego dowiemy się gdy ta dwójka się obudzi. A teraz mogła byś ich z Grayem zanieść do mieszkania Lucy? - spojrzał na resztki ściany za którymi ukrywał się mag lodu nasłuchując.
- Gray - szepnęła zdziwiona.
- Tak jest mistrzu - powiedział cicho.
- Ty też nie możesz używać magi? -spytała.
- Niestety ale tak - spuścił głowę. Bez słowa więcej podnieśli przyjaciół i zaprowadzili do domu przyjaciółki.
Mistrz wracał do domu cały czas zastanawiając się nad tym wszystkim.  Czyżby to wszystko już się zaczęło ,a zło się przebudziło? Nie chciał nawet tak myśleć. Spojrzał na niebo, i w ułamku sekundy zobaczył dużą gwiazdę w środku jednak nie wypełnioną.
- Czyli się zaczęło. Moje dzieci prawdziwa walka zacznie się już wkrótce. - gwiazda zniknęła ,a w jego głowie przypomniało mu się  stara legenda która przybyła na jego biurko gdy Lucy dołączyła do gildii.
Gdzie matka magi Gwiazd i ojciec Ognia się potkają, z stamtąd wyłoni się zło świata. - pamięta tą nazwę.  Dopiero później wyszukał w zakazanych księgach, legendę pod tą nazwą.
(Krótka legenda xD)
Jeszcze w erze smoków wyłoniła się magia dobra i magia zła. Najpiękniejsza magia to była magia Gwiazd. Jednak najpotężniejsza to ognia. Władczyni całej dobrej magi , była  również magiem Gwiezdnej Energi.  Zakochana w w mężczyźnie z ognia Feniksa który był słabszy niż prawdziwego smoka podarowała mu rzadką moc, która pozwalała mu w sytuacji krytycznej lub po treningu wywoływać i używać innej zjedzonej magii smoczego zabójcy. Pod czas jednej bitwy musiał obronić ukochaną i wtedy znalazł wodę, wypił ją i udało mu się połączyć ogień z wodą. Jedna kto był zwykły traf szczęścia. Nie zamierzał więcej ryzykować życia ukochanej władczyni dobrej magi i wytworzył z lawy i pyłu gwiazd, magiczny miecz kręgu złota. Miecz miał właściwości ,że w sytuacji gdy władczyni dobrej magi była zagrożona unosił się i ją sam bronił korzystając mocy ukochanego, gdy ten był daleko.  Jednak tą dwójkę odnalazł zły mag ciemności Zeref. Był bezlitosny gdyż zamierzał zdobyć Władczynię Dobrej Magi. Magini Duchów widząc trudną walkę ognia feniksa z ciemnością zapieczętowała moc królowej dobrej magi w swojej krwi. Zdążyła uciec prze magiem zła. Po jakimś czasie wróciła do tamtego miejsca. Ich piękny zamek był ruiną. Wychyliła lekko głowę za pękniętej ściany,spoglądając na miejsce w którym po raz ostatni widziała ukochanego. Leżał tam, a raczej jego ciało. Ona była w ciąży gdy przybył mag ciemności. Postanowiła ,dla każdego smoka stworzy dla nowy wymiar. Gdy dziecko się urodziło ona zachorowała i zginęła. Ich krew przetrwała może do dziś ,jednak dalej jest zapieczętowana w niej moc Władczyni Dobrej Magii, niektórzy domyślają się ,że potomek tej dwójki będzie posługiwał się magią ognia Feniksa i Magią Gwiazd ,jednak nawet ten co ma ich krew nie będzie wiedział o krytej tajemnicy która..
W tym miejscu kartka była urwana. Staruszek pamiętał jak Lucy opowiadała mu o wyborze jej matki pomiędzy wiatrem ,a ogniem Feniksem. Wszystko nabierało sensu. Jakiś potomek musiał zdradzić swoją małżonkę tak ,że magi Feniksa została zachowana w Judym. Za to jej matka Layla nosiła krew magi Władczyni i Gwiezdnej Energii. To trochę poplątane jednak gdy Lucy się tylko wybudzi całość nabierze sensu. Wtedy będziemy rozpamiętywać przeszłość. Jednak pamiętał znak tej gwiazdy kiedy był na zebraniu mistrzów, jeden z rady mówił im o zbliżającym się niebezpieczeństwie. 
- Tak więc zapamiętajcie ,że pojawienie się pustej Gwiazdy oznacza odliczanie do pojawienia się wszelkiego zła. Od czasu pojawienia się jej mamy -
- Dziesięć dni - szepną przypominając sobie wszystko.

- Gdzie podziała się ich cała magia? Czy to wina Lucy i jej światła? Jaką tajemnicę skrywa jej krew i co się działo w przeszłości ? Zachęcam do komentowania i proszę o cierpliwość!

czwartek, 5 grudnia 2013

22.Wartość życia.

Potrząsałam jego ciałem.
- Natsu! Natsu do cholery otwórz te oczy! - z moich oczu gęsto i szybko spływały łzy.  Nie mogłam przyjąć tego ,że mogę teraz go stracić! Najpierw Lina obroniła mnie własnym ciałem, a teraz mogę stracić jego?!
- NIE RÓB SOBIE ŻARTÓW!! - wykrzyczałam gdy po raz kolejny moje ruchy nie pomagały.
- Lucy - słyszałam głos Erzy. Miała na sobie swoją szybką zbroję ,a na rękach trzymała Chelię.
- Ohayo Lucy-san - podeszła do chłopaka i zaczęła go leczyć.
- Czy nic mu nie będzie? - spytałam drżącym głosem bojąc się odpowiedzi, jednak niestety jej nie otrzymałam.
- Lucy choć pomożesz nam przy innych - poczułam jak Erza kładzie mi rękę na ramieniu. No tak całą gildia była ranna, tyle magów do uleczenia. Sama Wendy nie dałaby sobie rady ale skoro jest Chelia to powinny dać sobie radę.  Wstałam. Tytania przemieniła swe ubranie na pielęgniarkę i zaczęła pomagać magom. Spojrzałam na moje ręce. Obie  dłonie miałam od krwi. Jednak nie tylko swojej.
- Lucy pomóż tu nam! - krzyknął do mnie Gray, który  próbował podnieść słup który uwięził Maxa.
- Idę.. - powiedziałam. Stawiałam kroki jednak trzęsące nogi plątały mi się. Kiedy doszłam do maga lodu stał już przy nas Elfman.
- My poniesiemy filar a ty wyciągniesz Maxa - objaśnił mi. Kiwnęłam głową na znak ,że rozumiem.
- Mężczyzna - szepną biało-włosy. Żadne z nas nie miało siły tego komentować. Po chwili słup się uniósł a ja wyciągnęłam pisakowego maga. Miał ranę na brzuchu i złamaną rękę. 
- Erza! - kiwnęłam do przyjaciółki. Ta zjawiła się natychmiast. Zabandażowała ranę na brzuchu i usztywniła prawą dłoń. Teraz jak jego życiu już nic nie zagraża poczeka ,aż ci najciężej ranni zostaną uzdrowieni. Pomagałam przyjaciołom. Jednak nie przestałam myśleć o nim.
- To już wszyscy ? - spytałam rozglądając się dookoła. Przez tą całą walkę mistrz leży nieprzytomny, a Lina nie żyje.. Tak bardzo się teraz boję. Boję się że ten koszmar powróci lub się nie skończy.
- Lucy - usłyszałam głos różowo-włosej.
- Tak.? - spytał z nutką obawy. Wiedziałam o kogo będzie chodziło.
- Natsu-san jest przytomny możesz już do niego iść - moje nerwy opadły. Czułam się jakby ktoś ściągał mi z pleców wszystkie złe myśli ich ciężar.
- Dziękuję - wyszeptałam i biegłam w stronę ukochanego. 
- Lucy - spojrzałam na niego. Poważniejsze rany zostały zagojone. Nie wiem czemu ale podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej jak umiałam. Z moich oczu płynęły łzy. Łzy szczęścia.
- Czemu płaczesz? - spytał obejmując mnie w pasie.
- Głupku to łzy szczęścia, ciesze się że nic ci nie jest - nie wypuszczałam go z objęć.
- Chodź tu - niespodziewanie przekręcił mną tak że siedziałam na jego kolanach. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Tak bałam się tego wszystkiego jednak kiedy jestem z nim wszystko znika. Liczy się tylko ta chwila spędzona z nim.
- Kocham cię - wypowiedziałam gdy z charakterystycznym cmoknięciem się od siebie odsunęliśmy. Złapał dłonią mój różowy policzek.
- Ja ciebie też..- niespodziewanie jego ręka niebezpiecznie zesunęła się w dół. 
- Natsu? - 
- Przepraszam ale czuje się jeszcze słabo - upadł na ziemię. Bałam się o niego, znowu. Ten strach powraca. Nie tym razem nie pozwolę mu zasnąć. Poczułam jak w moim ciele gromadzi się energia.  Moje tęczówki  zaszłą mgła i więcej już nie pamiętam. Ostatnie co widziałam to obraz patrzącego na mnie Natsu.  
Lucy rozłożyła ręce a z jej ciała pojawił się wielki ognisty ptak.
- Złoty Feniks! - rzuciła zaklęcie. Złote płomienie otoczyły ją i salamandra. Każdy przytomny w gildii patrzał na to zdarzenie. Rozbłysło wielkie światło a potem..