czwartek, 21 kwietnia 2016

30. The end

Gildia tętniła życiem. Podeszłam do baru, za którym jak zawsze stała Mira.
- Jak się czujesz? - spytała podając mi szklankę wody.
- Bardzo dobrze jestem szczęśliwa - jej mina nie wyrażała dobrych wiadomości.- Mira co się dzieje? - zaniepokoiła mnie.
- Lucy... Mistrz chce, żebyś została tutaj. Dla dziecka tak może być lepiej. - wstałam zbyt szybko od baru i zakręciło mi się w głowie. - Wszystko w porządku!? - przestraszona złapała mnie za barki.
- Tak, już tak. -
- Dlatego masz zostać w gildii - usłyszałam za sobą głos mistrza.
- Ale mistrzu! - próbowałam jeszcze coś wskórać.
- Pamiętaj, że nosisz pod sercem żywą istotę Lucy! Nie możesz decydować tylko za siebie! - miał rację spuściłam głowę. - Połowa naszych przyjaciół wyjedzie, dlatego nie zamartwiaj się już tym. - nie chciałam już tego słuchać. Jednakże wiedziałam, że miał rację i musiałam go posłuchać. Następnego ranka pożegnałam przyjaciół, którzy obiecali mi sprowadzić Natsu z powrotem. Razem z biało-włosą która się mną opiekowała wróciłyśmy do akademika. Chciałam spokoju. W spokoju poczekać na jego powrót.
Dzień za dniem mijał, a mój stres był coraz większy. Bałam się o niego, o przyjaciół i porodu, który zbliżał się wielkimi krokami.
- Lucy uśmiechnij się jeszcze tylko kilka godzin do ich powrotu. -
- Luuucy! - do budynku wleciał kotek.
- Cześć Happy! - przywitałam się.
- Mogę? - spytał zbliżając się do brzucha. Zgodziłam się. On delikatnie dotykając łapkami głaskał mój brzuszek. Wzięłam do ręki szklankę z wodą i niespodziewanie poczułam ból przeszywający całe ciało. Przedmiot zbił się na małe kawałeczki.
- Lucy! - krzyknęli ostatnim co pamiętam była kałuża krwi pod moimi nogami.
Obudziłam się  gdy jechałam w karetce.
- Co z moim dzieckiem - spytałam jeszcze słabym głosem.
- Musimy operować ono się dusi! - wykrzyczał jeden z lekarzy. Po chwili wyciągnęli mnie z pojazdu i zawieźli na łóżku do sali. Przez cały czas byłam świadoma i przytomna.
- Narkoza jeszcze nie działa tak jakbyśmy tego chcieli, ale nie możemy już czekać! -
- Błagam uratujcie je, to jedyne co mam po nim - z moich oczu leciały łzy. Czułam ból przy rozcinaniu mojej skóry, jednak musiałam wytrzymać. Musiałam. Poczułam jak lekarz wyciąga ze mnie dziecko.
- Doktorze ona nie oddycha! - z trzech specjalistów tylko jeden został przy mnie. Bałam się, bałam jak cholera.
- Ratujcie moje dziecko! - krzyczałam ze wszystkich sił
- Nie wiem jak długo będę w stanie utrzymać ją stabilną! - poczułam jak moje ciało robi się coraz bardziej ociężałe. Nie mogła jednak jeszcze zamknąć oczu. Patrzyłam jak próbują uratować moje dziecko. Nagle nareszcie w sali wybuchł wielki płacz, małego dziecka. Jednak z pielęgniarek owinęła dzieciątko w kocyk i pokazała mi je.
- O to pańska córeczka - była malutka z delikatnymi różowymi włosami jak Natsu.
- Dziękuję...- szepnęłam i mimo woli zamknęłam oczy.
Obudziłam się w jakimś pokoju.
- Chciałaby pani zobaczyć córeczkę? - spytała mnie jedna z położnych.
- Tak proszę - kobieta w podeszłym wieku przyniosła mi dziecko zawinięte w różowy kocyk.
- Taki sam jak jej włosy, śliczna dziewczynka - stwierdziła i oddaliła się o kilka kroków. Miałam nareszcie swoją córeczkę w ramionach. Byłam bardzo szczęśliwa.
- Witaj Nashi - wypowiedziałam jej imię i zauważyłam na jej maleńkiej twarzyczce uśmiech.
- Bardzo was kocham - znając ten głos szybko spojrzałam w stronę wejścia. Nie mogłam uwierzyć, że znów go widzę.
- Natsu - z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia.
- Cały czas byłem przy was, ale wiesz lepiej być człowiekiem - pocałował mnie czule i namiętnie.- Witaj maleńka, tatuś się trochę spóźnił, ale już nigdy więcej was nie opuści.- byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi i mam najlepszą rodzinę na świecie. Nie zapomnę drogi jaką przeszliśmy, ale teraz wiem, że zawsze wybrałabym życie przy jego boku. A to wszystko zaczęło się gdy pierwszy raz się spotkaliśmy. Dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że reszta naszego życia będzie równie magiczna. Kocham Cię Lucy

Pewna kobieta skończyła pisać książkę, opowiadającą jej całe życie. Przygotowała ją dla córki, która jak dorośnie ma nadzieję pójść w ślady swoich rodziców i podążać ścieżką pięknej, lecz również niebezpiecznej magii.
- Mamo jedzenie gotowe! - krzyczała.
- Lucy! Nashi zaraz zje wszystko zejdź już do nas! - blondynka zamknęła książkę i odłożyła ją na półkę. Niczego z przeszłości nie żałowała.

KONIEC

wtorek, 7 kwietnia 2015

29. Szansa

Odruchowo słysząc coraz głośniejsze kroki odwróciłam głowę.
- Witam czy Lucy Heartfilia? - wstałam z ławki i przyjrzałam się lepiej mężczyźnie przede mną. Miał złote oczy i ciemne brązowe włosy.
- Dzień dobry tak - odpowiedziałam. Nie rozpoznałam tego chłopaka i lekko się zdenerwowałam z nieświadomości kim jest i czego może chcieć. Dziecko odczuwając mój strach zaczęło lekko poruszać się. - Już ciii - szepnęłam głaskając brzuszek.
- Może lepiej pani sobie usiądzie - zaproponował, chyba dopiero zauważył ,że jestem w ciąży. Usiadłam i dalej wpatrywałam się w nieznajomego oczekując , że powie co go do mnie sprowadza.
- Jestem znajomym mistrza. Spokojnie nie musisz się mnie bać. Przyszedłem tutaj bo masz jeszcze szansę -
- Jaką szansę? I jak mnie pan znalazł? - pytałam już bardziej spokojna.
- Więc zacznijmy od tego , że jestem Kazuto. Jestem magiem i pracuję w ośrodku badawczym i w ministerstwie magi. Znalazłem Cię, gdyż byłem w gildii przekazałem im wiadomość i powiedzieli mi gdzie jesteś. Droga Lucy jest jeszcze szansa na powrót salamandra - moje tęczówki rozszerzyły się do granic możliwości.
- Jak to? - do moich oczu napływały łzy szczęścia a ręką zakryłam mój wielki uśmiech.
- Czy nie mówiłaś, że to będzie coś w tym sensie "nie znikniesz będziesz na ziemi"? -
- Tak tyko skąd pan to wszystko wie? -
- Proszę nie pan tylko Kazuto i wiem, ponieważ mistrz mi wszystko przekazał. Przeprowadziłem przez te miesiące wiele poszukiwań, badań i jest nadzieja! Znalazłem idealne miejsce gdzie co roku, jednej nocy skupia się tam cała magia tego świata! Jestem pewny , że gdybyśmy uzbierali dość dużo magi i połączyli ją z tamtą , to udało by nam się go przywrócić. Oczywiście to nie jest pewne, ale to nasza ostatnia nadzieja. Tylko przyszłem prosić Ciebie Lucy o jakąś ważną rzecz dla Salamandra to znaczy Natsu? - to wszystko było jak sen... była jeszcze szansa! Tak bardzo się ucieszyłam. Bez namysłu większego ściągnęłam naszyjnik i podałam Kazuto.
- Proszę otwórz to - chłopak posłusznie zrobił to co powiedziałam, gdy zobaczył zawartość naszyjnika , aż podskoczył z radości.
- To jest jego ogień prawda?! - krzyczał z radości.
- Tak zawsze mam go przy sobie - powiedziałam biorąc z powrotem naszyjnik i czując ciepło bijące z magii ukochanego.
- Teraz jestem pewny , że musi nam się udać! - ten dzień był wyjątkowy to tak jakby... nie tego uczucia nie mogłam do niczego porównać to było jedyne w swoim rodzaju. - Tylko Lucy aby dotrzeć na miejsce potrzeba tygodnia w pociągu czy ty jako , że jesteś w zaawansowanej ciąży dasz radę? -
- Mam tylko ograniczać magię ale podróż nie będzie stanowiła dla nas problemu , prawda? - pogłaskałam dzieciątko.
- W gildii są już obliczenia ile magii trzeba zużyć aby Natsu Dragneel wrócił , a Tobie radzę wrócić do domu i odpocząć - uśmiechną się.
- No dobrze... - wstałam z ławki oczywiście nie zamierzałam iść do domu. Pierwsze co zamierzałam zrobić to odwiedzenie gildii. - Kiedy wypada ten dzień? -
- Jutro wyruszamy i będziemy na miejscu dzień przed. Może odprowadzić Cię? - uprzejmie zaproponował.
- Nie dziękuję , dam sobie radę. Do widzenia - cała szczęśliwa opuściłam cmentarz. Wychodząc słyszałam jak ludzie obgadują mnie , że jak można z uśmiechem chodzić obok grobów. Zignorowałam ich. Gdyby byli w mojej sytuacji jestem pewna , że zachowywali by się tak samo.
- Ohayo! - krzyknęłam wchodząc do gildii.
- Ohayo Lucy!! - cała gildia przywitała mnie z uśmiechem , każdy się cieszył z wiadomości niektórzy mieli nawet łzy w oczach. Ten dzień był wyjątkowy. Jest jeszcze szansa... Jest szansa ,że on wróci.

niedziela, 5 kwietnia 2015

28. Uwięziona w magii.

Obudziła mnie piszcząca podłoga. Pewnie Lucy musiała do łazienki. Zbytnio się tym nie przejąłem po prostu odwróciłem się na drugi bok. Jednak po jej dłuższej nieobecności zacząłem się martwić.
- Lucy - powiedziałem , niestety odpowiedzi nie otrzymałem. Dość leniwym krokiem wstałem z łóżka i zacząłem szukać ukochaną po pokojach. Nagle rzuciła mi się w oczy kartka zostawiona na stole. Szybko do niej podeszłem i zacząłem czytać jej zawartość.
Natsu przepraszam. Ja po prostu nie mogę Ci dać umrzeć ani innym smoczym zabójcą. Sprawiałam od zawsze wam same problemy za co jeszcze raz przepraszam. Pamiętaj Natsu kocham Cię i dziękuję za każdą chwilę spędzoną z Tobą. 
Ona... zostawiła mnie. Cholera! Jeszcze jest może szansa!
- Natsu do cholery! - usłyszałem za sobą znajomy głos. 
- Loki? - zdziwiony wpatrywałem się w ducha.
- Dawno się nie  widzieliśmy tak , tak! Nie ma na to czasu! Lucy zaczęła oddawać swoją magię mamy mało czasu! - duch przede mną krzyczał na mnie, ale do mnie jakby to dalej nie docierało. Dlaczego...przecież ją prosiłem! Kiedy poczułem ból na prawym policzku zacząłem reagować. Loki dalej stał z uniesioną pięścią gotową mi ponownie przyłożyć.
- Co tak stoisz idziemy! - złapałem go za rękę i wybiegłem z domu. Podążałem za zapachem Lucy, który jak na nieszczęście był wszędzie. Mój nos mnie zawiódł i nie mogłem jej znaleźć. - Cholera! - krzyknąłem biegnąc przed siebie. Nie wiedziałem gdzie jej szukać. Nagle biegnąc przez park zauważyłem światło nad rzeką. - Loki tędy! -
- Jesteś pewny?! - ledwo mnie doganiał. Gdy byłem już blisko rzeki zauważyłem ją! Uśmiech sam pojawił mi się na ustach. Na pewno nie jest za późno!
- LUCY! - zawołałem ją najgłośniej jak tylko potrafiłem. Usłyszała mnie i spojrzała w moją stronę. Zobaczyłem jej twarz... jej piękne oczy wypełnione bólem i jej zarumienione policzki pokryte łzami. Gdy byłem już blisko niej , nagle poczułem opór.
- Natsu spójrz w górę! - szybka reakcja przyjaciela uchroniła mnie przed atakiem.
- Hihi dzięki jej mocy stworzyłam sobie ciało! Witam Cię ja królowa magii Hihri i krewna Lucy! Teraz Cię nareszcie zabiję! Zakończę raz na zawsze tą klątwę! - zaczęła mnie atakować różnorodnymi atakami, raz lodem a zaraz błyskawicami. Czy tak wygląda "królowa"? Jestem głupi to fakt ale nie, aż tak aby domyślić się , że to jakaś wariatka.
- Ryk ognistego smoczego zabójcy! - ja odgrywałem przynętę a Loki próbował pokonać barierę , która powstała na około blondynki. Najchętniej zamieniłbym się z nim , ale ona chce chyba tylko mnie.
- Hihihi i tak Cię zabiję! - uśmiechała się szaleńczo. Nagle zacząłem tracić panowanie nad emocjami...ostatnie co widzę to łuski na pięściach i uśmiech tej wariatki.
~ Lucy ~
Całe moje ciało przeszywał ból. Z każdą sekundą stawał się coraz mocniejszy... Loki walił pięściami w barierę próbując się do mnie dostać. Jednak zbytnio się tym nie przejęłam. Spojrzałam na ukochanego. Hihri nie oszczędzała go. Niespodziewanie zobaczyłam Natsu stojącego w różnokolorowych płomieniach. Złote, srebrne , błękitne , pomarańczowe, zielone , były wszystkie kolory tęczy. Przyjrzałam się bardziej jego twarzy cała była pokryta łuskami. Wyglądał tak jak kiedyś opowiadała Erza. Chciałam wyciągnąć w jego stronę rękę i wtedy się przeraziłam... Moje palce one znikały... No tak w końcu przemienię się w magię. Spróbowałam nie przejmować się tym i zapomnieć o bólu, Teraz liczył się tylko on. Jego walka była nie równa. Mimo tego , że był pokryty łuskami i cały stał w magii nie atakował. Przyjmował ze spokojem wszystkie ataki. Nagle zaatakował! Jego pięść mieniła się kolorami. Hihri przyjęła cios i gdy po ataku wstała uśmiechnęła się szalenie. Przestraszyłam się. W jednej sekundzie. Jednej chwili. Jeden atak zmienił wszystko. Widziałam to na własne oczy... Widziałam jak przeciwniczka przywołuje i chowa za plecami miecz, który następnie wbiła Natsu w środek brzucha... Widziałam jak wszystkie kolory i cała jego magia znika a on kaszle krwią.
- NATSU!! - nie mogłam opanować emocji, krzyczałam , próbowałam wstać. Niespodziewanie usłyszałam pęknięcia, bariera z mojej magi zaczęła pękać z przepełnienia. Gdy to się stało poczułam się bezsilna, jednak mimo to wstałam i szłam w jego stronę. Wtedy zobaczyłam coś dziwnego. Wydawało mi się jakby te chwile kiedy on został zraniony, jak pękła bariera i jak wstałam trwały wiele minut nawet godzin. Choć tak naprawdę to były zaledwie sekundy.
~Natsu~
Znów zacząłem odzyskiwać przytomność i pierwszym moim odczuciem był ból w brzuchu. Znowu zjadłem coś nie świeżego? Niestety prawda okazała się być inna. Gdy zobaczyłem miecz wbity w brzuch, uśmiech przeciwniczki i ją stojącą , zapłakaną w tle znienawidziłem siebie. Znowu przeze mnie płakała jak kiedyś. Dlaczego tak musi być? Pełen złości wyciągnąłem miecz z swojego ciała i odrzuciłem gdzieś w bok. Chce tylko ją uratować. Chwiejnym krokiem podeszłem do zdziwionej Hihri. Złapałem jej szyję pięścią i podpaliłem ją. Czułem nosem swoją krew która coraz bardziej wypływała ze mnie. Ostatkiem sił podniosłem drugą rękę i podpaliłem całe ciało przeciwniczki. Teraz moje płomienie już jej nie parzyły. Teraz oczyściłem ją raz na zawsze. Wykończony upadłem na ziemię , na której powstała już kałuża mojej krwi.
- Lu..cy - wyszeptałem widząc ją całą zapłakaną obok mnie. Dopiero teraz zauważyłem , że jej dłonie zaczęły znikać tak jak całe jej ciało. - Żyj. -
- Kocham Cię proszę nie zostawiaj mnie - błagała mnie.
- Weź moją magię i żyj. Oddaj moją magię za klątwę i tak umieram - podałem jej zapaloną pięść.
- Ja nie mogę! I nie mów tak będziesz żył! -
- Lucy , Natsu przykro mi to mówić ale nie masz szans już. Lucy proszę chociaż ty się uratuj. - wiedziałem , o tym co mówił gwiezdny duch. Przecież to moje ciało.
- Lucy... proszę - ciemność przysłoniła mi widok.
- No... dobrze - usłyszałem jej cichy, zapłakany głos. Mimo wszystko cieszę się, że ona przeżyje. Poczułem jak magia ucieka z mojego ciała ,nie miałem siły na nic. Po prostu umierałem. Czy żałuję? Nie bo to ona była tą moją jedyną na świecie gwiazdeczką.
~Lucy~
Po raz ostatni spojrzałam na jego nieprzytomną twarz. Poczułam jak magia Natsu ulatuje z mojego ciała. Moje dłonie i stopy wróciły. Jednak wciąż nie mogę sobie wybaczyć tego , że on poświęcił się dla mnie. Kiedy rozproszenie magi zakończyło się, usłyszałam tylko jak dusza Hihri dziękuje za złamanie klątwy i wraca w zaświaty. Loki cały czas był przy nieprzytomnym różowo-włosym, mierząc jego puls.
- Loki... i jak z nim? - spytałam zmęczona tym wszystkim. Przyjaciel nic mi nie mówiąc spuścił tylko głowę. Dalej nie mogłam uwierzyć w to co się stało.

Parę miesięcy później 

Szłam jak zawsze na cmentarz. Weszłam do kwieciarni , kupiłam jak zawsze pomarańczowe jak jego ogień róże. Zapowiadało się na deszcz, ciemne chmury pokryły Magnolię. Długo nie musiałam szukać drogi do pomniku. Znałam ją na pamięć. Pod moimi nogami szmerały opadłe, kolorowe liście.
- Hej Natsu znowu przyszliśmy - powiedziałam głaskając wypukły już brzuszek. To właśnie dzięki dziecku które jest w środku dalej mam sens i siłę do życia. Bo zawsze pod sercem mam jego cząstkę. Dalej nie mogę poradzić sobie z jego brakiem. Nasz wspólny dom sprzedałam i kupiłam pokój w akademiku damskim Fiary Tail. Namówiła mnie do tego Erza która pilnuje mnie i ma na oku, żebym nie zrobiła sobie nic złego. - Niedługo przez jakiś czas nie będę mogła do Ciebie przychodzić, ale gdy przyjdę będę już z wózkiem - mówiłam, sprzątając mokre liście z grobu. - Bardzo mi Ciebie brakuje - usiadłam na ławce i zaczęłam patrzeć na fotografię Natsu. Rozpłakałam się. Bardzo za nim tęskniłam. Nagle usłyszałam za sobą kroki... czy to naprawdę już koniec?


czwartek, 25 września 2014

27. Noc marzeń.

Siedzieliśmy dalej nad rzeką. Wtulając się w ciało ukochanego słyszałam bicie jego serca. Trucizna co? Natsu nie mogę Ci pozwolić byś umarł wszytko tylko nie to. Podniosłam się i spojrzałam głęboko w jego oczy.
- Spokojnie moje życie bez Ciebie i tak byłoby pozbawione sensu - szepnął spokojnie. Wydawałoby się, że czytał w moich myślach. Jednak tak na szczęście nie było, po prostu znaliśmy się wiele lat i dużo przeszliśmy. Wstając poczułam chłód, w końcu jest już dość późno i słońce dawno schowało się za horyzont. Przytulając się do ukochanego jego ciepło mnie grzało przez co nie zauważyłam spadku temperatury.
- Wracajmy do domu - moje ciało zaczęło się trząść z zimna co zauważył Natsu, ponieważ szybko znalazł się tuż obok mnie i mocno przytulił.
- Wiesz że Cię kocham? -
- Wiem , ja Ciebie też - uśmiechnęłam się.
- Ja mocniej - już chciał zaprzeczyć gdy ukochany złączył nasze usta w pocałunku. Jak ja uwielbiałam gdy to robił... Czułam się wtedy wyjątkowo. Całą drogę do domu przebyliśmy przytuleni do siebie. Nie zasłużyłam na to aby mieć kogoś tak wspaniałego.
- Natsu pójdę wziąć kąpiel - dlaczego zawsze muszę wszystkich ranić? Czy jestem aż tak złym człowiekiem? Nie znam niestety odpowiedzi na te pytania i podobne...
~Musisz zakończyć klątwę, po to się urodziłaś ~nie decyduj za mnie! Urodziłam się po to by... no właśnie po co? Spojrzałam na swoje nagie odbicie w lustrze. Blizny, każda przypominała mi o odmiennej przygodzie. Naprawdę lubiłam je. Weszłam do wanny z gorącą wodą. Więc jaki był mój cel? Po co się urodziłam? Urodziłam się chyba po to by ranić ludzi...
~ Nie. ~usłyszałam znajomych mi głos. Potrafisz czytać moje myśli? Zdziwiłam się...
~Tylko gdy jesteś w takim stanie jak teraz, zagubiona mała dziewczynka. Ale wracając nie urodziłaś się by ranić ludzi, tylko po to żeby ściągnąć tą klątwę ! ~ nie po to się nie urodziłam! Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy to mój ukochany... Może urodziłam się by go spotkać, przeżyć wspaniałe przygody , zakochać się i uratować mu życie. To chyba najbardziej realistyczna możliwość.Nagle z rozmyśleń wybudził mnie dźwięk otwieranych drzwi.
- Natsu co ty robisz?! - krzyknęłam zdziwiona.
- Nie krzycz tak, przyszedłem się wykąpać - zaczął ściągać ubrania. Nie odezwałam się ani słowem tylko spuściłam głowę lekko się rumieniąc. Wszedł do wanny. Siedział za mną i mokrymi włosami moczyłam jego ciepły muskularny tors.
- Zimną masz tą wodę - miał rację siedziałam już dobrą godzinę przez co woda wystygła. - Ciut ją podgrzejmy - poczułam jak woda staje się coraz cieplejsza. Para delikatnie i przyjemnie otulała moją twarz.
- Natsu... kocham Cię - chłopak złożył delikatny pocałunek na mojej szyi następnie karku.
- Nie opuszczaj mnie , nigdy - odwróciłam głowę by spojrzeć w jego oczy. Nic nie odpowiedziałam tylko go pocałowałam. Przepraszam to nasze ostatnie godziny razem.
~Natsu~
Pragnąłem jej. Była dla mnie idealna a widok jej nagiego ciała doprowadzał mnie do obłędu. Biorąc moją małą wróżkę na ręce wyniosłem ją z łazienki , kładąc na łóżko. Byliśmy cali mokrzy jednak nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Powoli całowałem jej szyję od czasu do czasu lekko przygryzając. Moje dłonie powędrowały na jej okazały dekolt. Podniecałem ją , masując jej jędrne okazałe piersi. Składałem całusy na dolnej parti brzucha kierując się ku górze, gdy doszedłem do jej piersi zacząłem się nimi bawić. Całowałem je, ssałem a nawet lekko podgryzałem. Słyszałem jej ciche westchnięcia z rozkoszy. Jedną dłonią zjechałem po jej talli niżej. Zbliżyłem się do ust blondynki i pocałowałem ją. Rękoma złapałem za uda , posadziłem na swoich biodrach i weszłem w nią. Znów wróciłem do jej przepysznych ust i powtórnie położyłem na łóżku rytmicznie poruszając biodrami. Kochałem tą moją małą wróżkę, kiedy krzyczała, płakała , uśmiechała się , po prostu kochałem ją ponad życie. Po przyjemności położyliśmy się oboje zmęczeni na łóżku. Przytuliłem ją do siebie i wpatrywałem się jak usypia. Kiedy zasnęła pocałowałem jej czoło i również ułożyłem się do snu...
~Lucy~
Obudziłam się szybciej niż on. Potajemnie wymknęłam się z łóżka i przebrałam.
- Jak mam ich uratować ? - szepnęłam.
~Pójdziemy na rzekę tam będzie najlepsze miejsce. ~ spojrzałam jeszcze raz na śpiącą twarz Natsu. Zeszłam na du napisałam list i wyszłam z domu. Udałam się w wyznaczone miejsce byłam cała w nerwach. Czy to naprawdę mój koniec? No cóż tak miało widocznie być... Usiadłam i skupiłam się. Nagle przez moją głowę zaczęły przelatywać znaki...
- Rozdzielając magię - szepnęłam zaklęcie po czym całe moje ciało zaczęło świecić. Czuł jak cała moja magia zostaje wypuszczona z mojego ciała... ten cholerny ból sprawiał że chciałam krzyczeć a jednak coś mnie przed tym powstrzymywało.
- Przepraszam Natsu - wyszeptałam ostatkiem sił, dalej oddając swoją magię.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

26. "Ale nie umrzesz to będzie coś gorszego" .

Gdy ujrzałam twarz Natsu z moich oczu poleciały łzy. To wszystko co się dowiedziałam było okropne...
 ~ Lucy musisz pozbyć się klątwy... Musisz go zostawić ~ usłyszałam głos Hihri w głowie.
- Odejdź ! Nie mów nic do mnie i odejdź! - krzyczałam do niej. Zacisnęłam mocniej oczy i tak jakby próbowałam odsunąć jej głos od siebie. Niestety to wszystko tylko ja słyszałam... to działo się we mnie. Kiedy ponownie otworzyłam oczy z mojego czoła leciał pot a w oczach można było dostrzec strach. Widziałam tylko twarz rozwścieczonej Erzy i siedzącego obok mnie mistrza.
- Jak ty mogłaś coś takiego powiedzieć?!  - wykrzyczała mi w twarz. Byłam całkiem nieświadoma i wzrokiem szukałam ukochanego...
- Erzo uspokój się ona zrobiła to nieświadomie spójrz na nią . - mistrz był poważny , aż za.
- Ale o co chodzi? - spytałam nieśmiało.
- Ty naprawdę nie wiesz?! -
- Nie! - krzyknęłam powoli czując złość z braku świadomości co się dzieje.
- Kazałaś Nastu odejść! - szybko się podniosłam.
- Gdzie on jest? - spytałam spuszczając głowę.
 - Gray poszedł za nim , prawdopodobnie nad rzekę jak zawsze - już zamierzałam wyjść gdy usłyszałam głos za sobą.
- Lucy czekaj , najpierw powiedz wszystko -  opowiedziałam mistrzowi i Erzie o wydarzeniach sprzed wielu lat.
- Mistrzu co mam zrobić...?  - spytałam załamana. Scarlet przytuliła mnie do siebie.
- Na początek idź zobaczyć się z Gajeelem może kiedy go ujrzysz coś się w tobie przebudzi i przywrócisz mu magię, kłótnię z Natsu na razie odpuść zajmijmy się ważniejszymi sprawami.  Ty Erzo wytłumacz mu wszystko co się dzieje. - miał rację , musiałam się pośpieszyć i wszystko wyjaśnić z ukochanym ale teraz było coś ważniejszego. Biegiem udałam się do domu Levi. Na pewno jest u niej , w końcu nie zostawiła by go w potrzebie tak samo jak ja Natsu. Sapiąc nieśmiało zapukałam do drzwi. A co jeśli mi nie otworzy , bo nie chce mnie widzieć? Może mnie nienawidzi? W końcu to przeze mnie jej ukochany walczy o życie... Nagle drzwi się otworzyły. W nich stanęła niebiesko-włosa z podpuchniętymi oczami i smutkiem na twarzy.
- Ohayo Levi-chan - przywitałam się. Gdy tylko na mnie spojrzała w jej oczach zebrały się łzy , z niewielką siłą wtuliła się we mnie i rozpłakała. Stałyśmy tak z jakąś minutę , może dwie ? Potem odsunęła się przecierając oczy.
- Ohayo , wejdź Lu-chan - dobrze myślałam gdy tylko weszłam do środka jednego z pokoi widziałam leżącego chłopaka. Dziewczyna się nim opiekowała to słodkie , jednak muszę zrobić to co do mnie należy. Skoro jestem panią dobrej magi powinnam umieć przywrócić ją. Spojrzałam na twarz męczącego się Gajeela. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Cały blady... to było przerażające.
- Lu-chn odsuń się - mała istotka podbiegła do niego z miską. On... wymiotował krwią! Nie mogłam na to patrzeć.
- Levi , Gajeel przepraszam - rozpłakałam się. To była moja wina. Wybiegłam z domu , płacząc. To wszystko jest przeze mnie , każdy cierpi z mojej winy. Mimo że stałam się silniejsza dalej ranie ludzi , którzy przeze mnie cierpią. Czego się spodziewałam? Że pójdę tam i cudem go uleczę? Chyba właśnie w to wierzyłam.
 ~ Możesz ich wszystkich uratować, przywrócić magię i wyleczyć "go". Nie zauważyłaś że tylko osłabiłyśmy truciznę która w nim jest? Nie można go uratować chyba że oddasz swoje życie za nich wszystkich. ~ usłyszałam głos w głowie.
- O czym ty mówisz?! - krzyknęłam w myślach.
~ Ty nic nie zauważyłaś, ślepa jesteś czy nie chcesz tego widzieć? Myślisz że czemu wtedy obudziła się w tobie ta fala energii która wszystkich uratowała? On umiera. Ma w sobie bardzo ciężką truciznę , próbowałaś go ratować i udało się. Osłabiłyśmy truciznę dzięki czemu żyje. Ale nie pozbyłyśmy się jej! Ona tera go wykańcza , udaje że nic mu nie jest ja to widzę i ty też powinnaś zauważyć! ON UMIERA! ~ usłyszałam jej szyderczy głos. Byłam akurat w parku i usiadłam na jednej z ławek.
- Jak to umiera...? - nie mogłam w to uwierzyć... cały świat mi się zawalił.
~ Przecież ostatnio walczył! To oczywiste że jeden z przeciwników miał truciznę , taką której żadna magia nie wyleczy chyba że twoje życie. ~
- Jeśli umrę zwrócę im magię i go uratuje ? - 
~ Tak, no to znaczy nie do końca umrzesz. Jako że masz w sobie moc ognia wszystko się wypali, wspomnienia z tobą znikną , cała twoja egzystencja zniknie. Ale nie umrzesz to będzie coś gorszego. Będziesz żyła pod postacią zjawy , której nikt nie widzi , i o niej nie pamięta. Oczywiście ty nie stracisz wspomnień ale czy jesteś gotowa poświęcić całe życie dla niewielkiej grupki magów ? ~  bałam się. Nie chciałam znikać , ani żeby Natsu o mnie zapomniał... ale nie mam wyjścia jeśli to go uratuje.
- Ile mam czasu? - nieśmiało zapytałam.
~ Jest silny i jak na razie nawet dobrze się trzyma został mu dzień lub mniej. ~ ta odpowiedź zabolała... jeszcze bardziej się rozpłakałam, spędzę z nim tą ostatnią noc a potem odejdę muszę to zrobić. Wstałam i z łzami poszłam przed siebie. Nogi zaprowadziły mnie nad rzekę gdzie siedział on.
- Natsu tamte słowa nie było do ciebie , przepraszam - wydusiłam przez łzy. Podszedł do mnie , cały czas mając spuszczoną głowę że nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Nagle przytulił mnie.
- Wiem o tym przepraszam że tak zareagowałem. Proszę nie płacz już , nienawidzę tego -
- To wszystko moja wina... wszystko przeze mnie - poczułam jak uścisk staje się mocniejszy.
- Nie prawda. To nie twoja wina że masz taką moc i dopiero niedawno ją odkryłaś. Nikt cię nie wini -
Spojrzałam na twarz Natsu , dopiero teraz zrozumiałam że cierpi. Starał sie to ukryć , jednak poznałam wymuszony uśmiech. Jaka ja byłam ślepa że wcześniej się nie zorientowałam... ta trucizna , to prze nią cierpi!
- Natsu czemu udajesz ? - spytałam.
- Co? O czym mówisz? - uśmiechnął się.
- Widzę że cierpisz. - jego twarz stałą sie poważna.
- Przed tobą nic nie można ukryć...-
- Wyleczę cię - moje życie nie jest nic warte jeśli mam dalej krzywdzić osoby i pozwolić niektórym umrzeć.
- O czym ty mówisz? I co się z tobą stało u mistrza ? - miałam jakieś inne wyjście ? Opowiedziałam mu całą historię , omijając to że umrę. On by na to nie pozwolił.
- Czyli albo mnie zostawisz albo umrę po jakimś czasie ? - usiadł na dawnym miejscu przy brzegu. Usiadłam na jego kolanach.
- Tak...-
- Więc to proste nie opuszczaj mnie , wolę żyć krótko z tobą , niż długo bez ciebie - uśmiechnął się szeroko.
@.@
Bożeee jak mnie tu długooo nie było wielkie PRZEPRASZAM chociaż pewnie nawet to nie wystarczy... 

piątek, 10 stycznia 2014

25. Prawda skrywana od wieków.

Szliśmy przez wielki park, jakby tak się zastanowić to nigdy nie widziałam domu mistrza. Jednak cały czas dręczą mnie myśli na temat utraconej magi. A co jeśli na czas jej nie odzyskamy i Wendy z Gajeelem...Nie nie nogę tak nawet myśleć, wszystko się ułoży w końcu nie jestem sama mam jego i przyjaciół którzy pomagają sobie nawzajem. Gdy wyszliśmy z parku moim oczom ukazał się dość duży dom.Gdy doszliśmy pod furtkę drzwi się otworzyły, a w nich staną Laxus.
- Wejdźcie! - poinformował nas jak zwykle oschłym tonem. Lekko się denerwowałam. Natsu widocznie to zauważył bo jak wchodziliśmy razem z przyjaciółmi do środka mocniej zacisną moją dłoń, dodając mi odwagi. Przeszliśmy przez skromny beżowy korytarz. Na jego końcu znajdował się pokój w którym czekał na nas mistrz.
- Proszę usiądźcie - wskazał nam miejsca. Ja usiadłam obok jego prawej ręki. Podął mi jakąś kartkę. Przeczytałam ją, był to jakiś mit. Gdy skończyłam wszystko ułożyło mi się w głowie. Każdy siedział cicho i skierował swój wzrok na mnie. 
Moja praprababcia, to ona wybierała pomiędzy wiatrem a ogniem. To ona była wtedy w ciąży z prababcią. A przeznaczenie znów skierowało, że nasza rodzina wybierała pomiędzy wiatrem a ogniem. I tak było cały czas. I zawsze nasza rodzina wybierała ogień. Zawsze... Niespodziewanie poczułam przyjazne ciepło oraz zobaczyłam rażące światło. Zamknęłam oczy a gdy ponownie je otworzyłam ujrzałam...zamek! Obok były trzy smoki, jeden złoty, drugi z płomieni i jeden taki srebrny. Trzy głowy spoglądały na obraz za oknem. To tam księżniczka magi wybierała swojego ukochanego. Gdy tylko wybrała ogień, srebrny smok uniósł się i odleciał. Za to smok płomienia podszedł do złotej smoczycy i razem odeszli w las. 
- Gdzie ja jestem? - zapytałam samą siebie. Unosiłam się w powietrzu, co było nie realne. Nagle obok mnie pojawiła się kobieta o blond włosach. Delikatne policzki, i suknia różowa. Wyglądem przypominała tą królową magii. Zaraz! To byłą ONA!
- Ohayo Lucy - uśmiechnęła się do mnie nie winnie. 
- Ohayo - szepnęłam dalej wstrząśnięta. Jednak nie długo po policzku kobiety popłynęła łza, a po niej kolejna. 
- Lucy przepraszam. - schowała ręce na twarzy i zaczęła płakać. Bałam się poruszyć myśląc, że może spadnę ale jednak zrobiłam ten krok. Krok ku niej by ja przytulić. Objęłam ją mocno, nie wiedziałam co się dzieje lecz nie chciałbym by płakała. 
- To moja wina. A tak właściwie powinnam ci wszystko wyjaśnić a nie się rozklejać. Więc zacznijmy od tego, nazywam się Hihri Luffa to kobieta którą widzisz to ja w przeszłości. Jestem twoją praprababcią. To przez to co teraz widzisz zrodziła się nasza rodzinna klątwa - 
- Klątwa? - byłam zdziwiona. 
- Tak widocznie nie słyszałaś o niej ponieważ twoja mama zbyt szybko odeszła. Nasza rodzina od pokoleń rodzi córki z magią gwiazd. I zawsze maginie wybierają na swoich mężów magów ognia. A to wszystko przez to, że to ja pierwsza wybrałam ogień. Kiedy jednak mój ukochany zginął w walce - przeniosłyśmy się do tamtego czasu. Na około mnie było pełno ludzi i smoków przez których zwyczajnie przenikałam. - Ja byłam w ciąży i zatopiłam się w potwornym smutku. Jako władczyni dobrej magi rzuciłam urok na naszą krew. Postanowiłam że każda z nas, znajdzie kogoś podobnego do niego i odnajdzie prawdziwe szczęście. Wszystko było dobrze dopóki ty się nie narodziłaś. Twoja babcia byłą moją córką więc całkowicie posługiwała się magią gwiazd, twoja matka tak samo. Jednak ty.. ty zmieszałaś magię gwiazd z ogniem. Robiłaś to jeszcze w łonie matki, przez co Layla była strasznie słaba, aż w końcu jej serce nie wytrzymało i zmarła w młodym wieku. Od samego początku twojego pojawienia wszystko działo się inaczej. Zamiast ty wybierać to on wybrał. To wszystko było inne. Twoje przygody, przyjaciele całe twoje życie. Żadna z nas nie mogła złamać tej klątwy, której chciałabym się pozbyć. Ale ty możesz dać radę to zmienić...wystarczy tylko, że pokochasz jakiegoś innego maga. A nie maga płomieni...- spojrzałam na nią przerażona.
- Jak to mam pokochać kogoś innego..? - nie rozumiałam co ona mówi, cały świat zaczął się walić. 
- Musisz odejść z gildii, i zakochać się na nowo w kimś innym... Jesteś księżniczką dobrej magi, magi gwiazd i ognia feniksa więc na pewno chciałabyś pozbyć się tej klątwy. w
W końcu jesteś naszą Lucy - złapała mnie za ręce.  - Mimo, że na twoich barkach cięży odpowiedzialność całej dobrej magi, to musisz poświęcić coś by było wszystko dobrze. Musisz opuścić maga ognia feniksa, to nie możliwe byś ciągle się z nim spotykała bo inaczej klątwa znów będzie musiała czekać by ją złamać -
- Ale po co ją łamać skoro wszystko jest dobrze? - spytałam dosyć nie rozumiałam z naszej rozmowy. 
- Zapomniałam ci coś powiedzieć. Mówiłam że chciałaby każda z nas doznała takiego uczucia jak ja prawda? -
- Tak -
- Więc.. to tyczyło się również bólu jakiego doznałam po śmierci mojego ukochanego. Każdy ukochany umierał gdy my byłyśmy w ciąży - uśmiechnęła się szaleńczo. Jeśli nie powstrzymam klątwy, to Natsu on umrze?! Ale przecież mój ojciec żył!
- Ale mój ojciec żył! - 
- Ale mówiłam ci przecież, że ty byłaś wyjątkowa - odsunęłam się od niej. 
- Nie! - przez moją głowę przelatywały wspomnienia mojej babci, prababci gdy ich ukochany umierał. Nie chciałam tego przeżywać. 
- Ja chce stąd odejść! - 
- W takim razie żegnaj ale nie zapominaj prawdy której się tu dowiedziałaś! - po chwili całą świeciłam. Zamknęłam oczy i gdy ponownie je otworzyłam ujrzałam zatroskana twarz Natsu.
@.@
Dobra na to co zrobiłam nie ma wytłumaczenia ale już jestem! I ogłaszam że rozdziały wchodzić będę dokładnie w każdy piątek miesiąca!

czwartek, 19 grudnia 2013

24. Smoczy zabójcy.

Widziałam ciemność. Moje powieki były takie ciężkie, jednak powoli podniosłam je. Przez chwilę miałam rozmazany obraz jednak po sekundzie udało mi się zobaczyć Erzę i Graya pochylających się nade mną. Z początku przestraszyłam się i szybko uniosłam głowę co skończyło się bólem.
- Lucy! -  przytuliła mnie przyjaciółka. Miałam wiele pytań jednak zaczęłam od najbardziej dla mnie ważniejszych.
- Co z Natsu? - spytałam spuszczając wzrok na śnieżną pościel.
- Wszystko dobrze teraz śpi. - poinformował mnie Gray.
- A co z gildią? - odezwałam się ponownie.
- Na szczęście dzięki tobie nikt nie zginął i wszyscy są cali - złapała mnie za ręce dodając otuchy.
Dzięki mnie? Mam pustkę w głowię ostatnie co pamiętam to jak trzymałam Natsu w objęciach. Więc nie wiem o czym oni mówią..
- Ale o czym w mówicie? - spytałam, dość mocno zdziwiona.
- No o tej fali energii dzięki której nas wyleczyłaś - jakiej znowu fali energii?
- Jakiej fali? - zapytałam z niepokojem.
- No tej ..-
- Erza daj spokój ona nic nie pamięta. Powoli ci wytłumaczę - zaczął chłopak. - Kiedy trzymałaś Natsu w rękach, niespodziewanie na około was pojawiła się wilka fala energii która wyleczyła nas ,ale odebrała magię wszystkim których wyleczyłaś. - co odebrałam magię moim przyjaciołom? To nie możliwe. A jeśli ja także ją utraciłam? Szybko wyszłam z łóżka i sięgnęłam po klucze.
- Otwórz się bramo do Panny! Virgo! - przede mną pojawiła się poświata ,a po chwili dziewczyna przykuta łańcuchami. Rzuciłam jej się na szyję.
- Czy czas kary księżniczko? - byłam taka szczęśliwa ,że ja nie utraciłam magii. Ale dlaczego nie mają jej moi przyjaciele?
- Oczywiście ,że Virgo jak się czują Gwiezdne Duchy? - spytałam.
- Wszystko jest w porządku księżniczko - to dobrze. Nagle mnie coś oświeciło.
- Erza co z Wendy i Gajellem?! Oni są smoczymi zabójcami utrata magi to dla nich pewna śmierć! - krzyczałam. Smoczy zabójcy są zbudowani z magii , więc jej brak oznacza dla nich śmierć. Zszokowana Erza szybko podmieniła zbroję i pewnie skierowała się do nich.
- Skoro ani mogą umrzeć to co z ..-
- Natsu! - dokończyłam  biegnąc po schodach do salonu. Smoczy zabójca leżał na kanapie. Tak bardzo teraz się bałam o niego. Biegnąc po schodach wyprzedził mnie Gray.
- Ej ognisty móżdżku! - rzucił się na różowo-włosego klepiąc po policzkach. Natomiast gdy ja do niego dobiegłam odepchnęłam przyjaciela. Położyłam ręce na jego czerwonych policzkach.
- Natsu, Natsu obudź się. Proszę.. - szeptałam najpierw ze spokojem ,a potem coraz bardziej roztrzęsiona.
- Lucy, Gray - na jednej z poduszek siedział mały niedawno obudzony przez nas Happy.
- Happy. - szepnęłam a w moich oczach szkliły się łzy.
- Lucy co robisz Natsu? - spytał żartobliwie. Jednak nikt z nas nie miał teraz ochoty na żarty. Gray podszedł do małego partnera mojego ukochanego i mu wszystko tłumaczył, a ja dalej próbowałam na wszelkie sposoby obudzić smoczego zabójcę.
- A może jedzenie podziała ,zawsze działało! - odezwał się kotek. Nie widziałam w tym żadnego sensu ,ale pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam wczorajszego kurczaka. Podeszłam do różowo-włosego i położyłam mu danie przed nos. Nie trzeba było długo czekać ,żeby chłopak się obudził i zaczął pożerać jedzenie.
- Natsu! - rzuciłam mu się na szyję. Może nie miałam racji?
- Ohayo Lucy! - uśmiechnął się przytulając mnie. Po wyjaśnieniu całej sytuacji Dragneelowi przybyłą Erza.
- Lucy miałaś rację! Gajeel i Wendy oni walczą o życie im dłużej nie odzyskamy magi tym oni są bliżej śmierci.. i jestem pewna ,że Natsu! - zamilkła widząc jak chłopak siedzi na sofie ze mną przytuloną do jego ciepłego torsu. - Jak to możliwe, że Natsu nic nie jest? - spytała drżącym głosem.
- Skoro miałam rację i Wendy z Gajeelem cierpią to dlaczego Natsu ty nie odczuwasz żadnych zmian? - spytała patrząc w jego tęczówki.
- Dobra spróbuję użyć magii. - powiedział wstając. Nie długo całe pomieszczenie wypełniło światło z jego płomienia.
- Natsu nie utracił magii. Tak samo jak ja. - musiałam się chwilę zastanowić. - Już wiem! Erza mówiłaś, że każdy kto poczuł tą energie stracił magię ale zostały wyleczone mu rany? -
- Tak -
- To oznacza, że ja z Natsu nie straciliśmy mocy bo my byliśmy w środku tej mocy ,a wy na zewnątrz. I wszystko się zgadza! - klasnęłam w dłonie.
- A właśnie Lucy mistrz chciał cię widzieć gdy tylko lepiej się poczujesz był poważny. - poinformowała mnie przyjaciółka.
- Więc chodźmy możne czegoś więcej się dowiemy - Natsu złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu mistrza.
@.@
A o to nowy rozdział. Tak wiem długo mi się go pisało ale miałam poważne kłopoty rodzinne więc to nie moja wina >.< Za parę minut lub godzinę powinien pojawić się również rozdział na mojego drugiego bloga o nalu zachęcam do komentowania ^^

poniedziałek, 9 grudnia 2013

23. Gdzie jest magia?

Światło zniknęło, pokazując dwójkę magów. Lucy leżała nieprzytomna obok chłopaka. Oboje nie mili na sobie żadnych ran. Tylko zmęczenie i rozdarte strzępki ubrań wskazywały na stoczoną bitwę. Jednak kiedy poświata zniknęła i ukazała magów każdy z gildii poczuł przypływającą do nich przyjazną siłę, a ich rany się goiły. Erza pierwsza podeszła do nieprzytomnych przyjaciół. Nachyliła się nad nimi i o mało nie dostała zawału. Okazało się ,że Salamander tak naprawdę śpi, a gdy Tytania zbliżyła się do nich zaczął dość głośno chrapać.
- Haha cały nasz Natsu! - śmieli się członkowie gildii. Nawet na twarzy poważnej Tytani pokazał się szczery mały uśmiech .Jednak dalej nie wiedzieli co to była ta fala przyjaznego światła.
- Erza! - krzyknęła Mira, która opiekowała się mistrzem gildii.
- Co się dzieje Mira? - spytała znów poważna.
- Ta fala ona wyleczyła mistrza! - po tej wiadomości na wszystkich twarzach pojawił się wielki uśmiech.
- Uch.. - spojrzeli na budzącego się staruszka.
- Mira? Erza? - wyszeptał przez wąsy.
- Mistrzu! - w dość mocnym uścisku dusiła go biało-włosa. 
- Mira udusisz mistrza - rzekła dość poważnym tonem Scarlet.Posłusznie dziewczyna puściła staruszka, który rozglądał się dookoła. Gdy jego wzrok dotarł do leżących postaci Natsu i Lucy zmarszczył brwi.
- Dobra robota moje dzieci! - krzyknął do wszystkich nie spuszczając wzroku.
- Aye!! - odpowiedzieli mu krzykiem.
- Mistrzu ale co my teraz mamy zrobić? Gildia jest zniszczona a my potrzebujemy odpoczynku. - odezwała się Levy.
- Cóż każdy niech wraca do domu ,a od jutra zaczniemy odbudowywać nasz dom - powiedział bawiąc się siwym włosem.
- Erza - zatrzymał dziewczynę. - Co z nimi? - spytał wskazując na kochanków.
- Lucy jest tylko nieprzytomna ,a Natsu śpi ,ale mistrzu mistrz nie wie co tu się stało. Kiedy Lucy uklęknęła przy Natsu z jej ciała wyłoniło się wielkie światło. Gdy opadło nasze rany zostały zagojone i wróciła nam siła , ale ta dwójka jest nieprzytomna - staruszek spojrzał bardzo poważnym wzrokiem na Erzę.
- Erzo mogłabyś zmienić zbroję? - chciał coś sprawdzić.
- Dobrze. Podmiana! - jednak nic takiego się nie stało. Dziewczyna dalej stała przed Macarovem w tych samych resztkach zbroi.
- Tak jak myślałem. -
- Mistrzu ale co to znaczy?! - denerwował się.
- Nie jestem pewny więc nic nie powiem. Wszystkiego dowiemy się gdy ta dwójka się obudzi. A teraz mogła byś ich z Grayem zanieść do mieszkania Lucy? - spojrzał na resztki ściany za którymi ukrywał się mag lodu nasłuchując.
- Gray - szepnęła zdziwiona.
- Tak jest mistrzu - powiedział cicho.
- Ty też nie możesz używać magi? -spytała.
- Niestety ale tak - spuścił głowę. Bez słowa więcej podnieśli przyjaciół i zaprowadzili do domu przyjaciółki.
Mistrz wracał do domu cały czas zastanawiając się nad tym wszystkim.  Czyżby to wszystko już się zaczęło ,a zło się przebudziło? Nie chciał nawet tak myśleć. Spojrzał na niebo, i w ułamku sekundy zobaczył dużą gwiazdę w środku jednak nie wypełnioną.
- Czyli się zaczęło. Moje dzieci prawdziwa walka zacznie się już wkrótce. - gwiazda zniknęła ,a w jego głowie przypomniało mu się  stara legenda która przybyła na jego biurko gdy Lucy dołączyła do gildii.
Gdzie matka magi Gwiazd i ojciec Ognia się potkają, z stamtąd wyłoni się zło świata. - pamięta tą nazwę.  Dopiero później wyszukał w zakazanych księgach, legendę pod tą nazwą.
(Krótka legenda xD)
Jeszcze w erze smoków wyłoniła się magia dobra i magia zła. Najpiękniejsza magia to była magia Gwiazd. Jednak najpotężniejsza to ognia. Władczyni całej dobrej magi , była  również magiem Gwiezdnej Energi.  Zakochana w w mężczyźnie z ognia Feniksa który był słabszy niż prawdziwego smoka podarowała mu rzadką moc, która pozwalała mu w sytuacji krytycznej lub po treningu wywoływać i używać innej zjedzonej magii smoczego zabójcy. Pod czas jednej bitwy musiał obronić ukochaną i wtedy znalazł wodę, wypił ją i udało mu się połączyć ogień z wodą. Jedna kto był zwykły traf szczęścia. Nie zamierzał więcej ryzykować życia ukochanej władczyni dobrej magi i wytworzył z lawy i pyłu gwiazd, magiczny miecz kręgu złota. Miecz miał właściwości ,że w sytuacji gdy władczyni dobrej magi była zagrożona unosił się i ją sam bronił korzystając mocy ukochanego, gdy ten był daleko.  Jednak tą dwójkę odnalazł zły mag ciemności Zeref. Był bezlitosny gdyż zamierzał zdobyć Władczynię Dobrej Magi. Magini Duchów widząc trudną walkę ognia feniksa z ciemnością zapieczętowała moc królowej dobrej magi w swojej krwi. Zdążyła uciec prze magiem zła. Po jakimś czasie wróciła do tamtego miejsca. Ich piękny zamek był ruiną. Wychyliła lekko głowę za pękniętej ściany,spoglądając na miejsce w którym po raz ostatni widziała ukochanego. Leżał tam, a raczej jego ciało. Ona była w ciąży gdy przybył mag ciemności. Postanowiła ,dla każdego smoka stworzy dla nowy wymiar. Gdy dziecko się urodziło ona zachorowała i zginęła. Ich krew przetrwała może do dziś ,jednak dalej jest zapieczętowana w niej moc Władczyni Dobrej Magii, niektórzy domyślają się ,że potomek tej dwójki będzie posługiwał się magią ognia Feniksa i Magią Gwiazd ,jednak nawet ten co ma ich krew nie będzie wiedział o krytej tajemnicy która..
W tym miejscu kartka była urwana. Staruszek pamiętał jak Lucy opowiadała mu o wyborze jej matki pomiędzy wiatrem ,a ogniem Feniksem. Wszystko nabierało sensu. Jakiś potomek musiał zdradzić swoją małżonkę tak ,że magi Feniksa została zachowana w Judym. Za to jej matka Layla nosiła krew magi Władczyni i Gwiezdnej Energii. To trochę poplątane jednak gdy Lucy się tylko wybudzi całość nabierze sensu. Wtedy będziemy rozpamiętywać przeszłość. Jednak pamiętał znak tej gwiazdy kiedy był na zebraniu mistrzów, jeden z rady mówił im o zbliżającym się niebezpieczeństwie. 
- Tak więc zapamiętajcie ,że pojawienie się pustej Gwiazdy oznacza odliczanie do pojawienia się wszelkiego zła. Od czasu pojawienia się jej mamy -
- Dziesięć dni - szepną przypominając sobie wszystko.

- Gdzie podziała się ich cała magia? Czy to wina Lucy i jej światła? Jaką tajemnicę skrywa jej krew i co się działo w przeszłości ? Zachęcam do komentowania i proszę o cierpliwość!

czwartek, 5 grudnia 2013

22.Wartość życia.

Potrząsałam jego ciałem.
- Natsu! Natsu do cholery otwórz te oczy! - z moich oczu gęsto i szybko spływały łzy.  Nie mogłam przyjąć tego ,że mogę teraz go stracić! Najpierw Lina obroniła mnie własnym ciałem, a teraz mogę stracić jego?!
- NIE RÓB SOBIE ŻARTÓW!! - wykrzyczałam gdy po raz kolejny moje ruchy nie pomagały.
- Lucy - słyszałam głos Erzy. Miała na sobie swoją szybką zbroję ,a na rękach trzymała Chelię.
- Ohayo Lucy-san - podeszła do chłopaka i zaczęła go leczyć.
- Czy nic mu nie będzie? - spytałam drżącym głosem bojąc się odpowiedzi, jednak niestety jej nie otrzymałam.
- Lucy choć pomożesz nam przy innych - poczułam jak Erza kładzie mi rękę na ramieniu. No tak całą gildia była ranna, tyle magów do uleczenia. Sama Wendy nie dałaby sobie rady ale skoro jest Chelia to powinny dać sobie radę.  Wstałam. Tytania przemieniła swe ubranie na pielęgniarkę i zaczęła pomagać magom. Spojrzałam na moje ręce. Obie  dłonie miałam od krwi. Jednak nie tylko swojej.
- Lucy pomóż tu nam! - krzyknął do mnie Gray, który  próbował podnieść słup który uwięził Maxa.
- Idę.. - powiedziałam. Stawiałam kroki jednak trzęsące nogi plątały mi się. Kiedy doszłam do maga lodu stał już przy nas Elfman.
- My poniesiemy filar a ty wyciągniesz Maxa - objaśnił mi. Kiwnęłam głową na znak ,że rozumiem.
- Mężczyzna - szepną biało-włosy. Żadne z nas nie miało siły tego komentować. Po chwili słup się uniósł a ja wyciągnęłam pisakowego maga. Miał ranę na brzuchu i złamaną rękę. 
- Erza! - kiwnęłam do przyjaciółki. Ta zjawiła się natychmiast. Zabandażowała ranę na brzuchu i usztywniła prawą dłoń. Teraz jak jego życiu już nic nie zagraża poczeka ,aż ci najciężej ranni zostaną uzdrowieni. Pomagałam przyjaciołom. Jednak nie przestałam myśleć o nim.
- To już wszyscy ? - spytałam rozglądając się dookoła. Przez tą całą walkę mistrz leży nieprzytomny, a Lina nie żyje.. Tak bardzo się teraz boję. Boję się że ten koszmar powróci lub się nie skończy.
- Lucy - usłyszałam głos różowo-włosej.
- Tak.? - spytał z nutką obawy. Wiedziałam o kogo będzie chodziło.
- Natsu-san jest przytomny możesz już do niego iść - moje nerwy opadły. Czułam się jakby ktoś ściągał mi z pleców wszystkie złe myśli ich ciężar.
- Dziękuję - wyszeptałam i biegłam w stronę ukochanego. 
- Lucy - spojrzałam na niego. Poważniejsze rany zostały zagojone. Nie wiem czemu ale podbiegłam do niego i przytuliłam go najmocniej jak umiałam. Z moich oczu płynęły łzy. Łzy szczęścia.
- Czemu płaczesz? - spytał obejmując mnie w pasie.
- Głupku to łzy szczęścia, ciesze się że nic ci nie jest - nie wypuszczałam go z objęć.
- Chodź tu - niespodziewanie przekręcił mną tak że siedziałam na jego kolanach. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Tak bałam się tego wszystkiego jednak kiedy jestem z nim wszystko znika. Liczy się tylko ta chwila spędzona z nim.
- Kocham cię - wypowiedziałam gdy z charakterystycznym cmoknięciem się od siebie odsunęliśmy. Złapał dłonią mój różowy policzek.
- Ja ciebie też..- niespodziewanie jego ręka niebezpiecznie zesunęła się w dół. 
- Natsu? - 
- Przepraszam ale czuje się jeszcze słabo - upadł na ziemię. Bałam się o niego, znowu. Ten strach powraca. Nie tym razem nie pozwolę mu zasnąć. Poczułam jak w moim ciele gromadzi się energia.  Moje tęczówki  zaszłą mgła i więcej już nie pamiętam. Ostatnie co widziałam to obraz patrzącego na mnie Natsu.  
Lucy rozłożyła ręce a z jej ciała pojawił się wielki ognisty ptak.
- Złoty Feniks! - rzuciła zaklęcie. Złote płomienie otoczyły ją i salamandra. Każdy przytomny w gildii patrzał na to zdarzenie. Rozbłysło wielkie światło a potem..

niedziela, 1 grudnia 2013

21. Przelana krew

Gdy otworzyłam oczy przede mną nie stał Natsu, ale ona!! Jak to możliwe że nikt nie zauważył jej obecności?! Wyciągnęłam z wieszaka biały ręcznik i się nim okryłam. Ręką chciałam chwycić klucze ,jednak ich nie było.
- Tego szukasz L u c y ? - podchodziła do mnie z chęcią mordu ,bawiąc się kluczami na palcu.
- Od daj mi je Lisanna ! - krzyczałam w złości.
- Nie. Odebrałaś mi mojego Natsu teraz tego pożałujesz! - czy ona zwariowała?! Natsu sam mnie pokochał. 
- Ale wiesz..-
- CISZA - chciałam jej wytłumaczyć że różowo-włosy nigdy jej nie był. Jednak nie dała mi szansy. - No cóż nigdy więcej już mi nie wejdziesz w drogę. - uśmiechnęła się chytrze. 
-O czym ty mówisz? - zapytałam.
- Może i przez Ciebie odebrano mi moc smoczego zabójcy.  Jednak nauczyłam się nowej magi! Czarna lansa! - na około mnie pojawiły się czarne kręgi z których wydobyły się lanse. Każda raniła moje ciało. Najgorsze w tym wszystkim było to że byłam bezbronna. Padł mi do głowy pewien pomysł. Moja mam była przecież panią gwiazd, ale tata posługiwał się feniksem. Muszę spróbować.  Mimo obrażeń skoncentrowałam się. Czułam jak pozyskuję nową potężną moc. Teraz!
- Atak gwiezdnego Feniksa! - moje oczy wypełnił złoty krąg. Całe pomieszczenie wypełniły gwiazdy i Feniks. Udało mi się. Moja ukryta moc raniła Lisanne.  Opadłam wykończona i poraniona na posadzkę.
- To..było..dobre - usłyszałam szyderczy śmiech. Nie..nie wierzę! Ona stała tu przede mną cała w ranach ,wykończona ale stała! Podeszła do mnie.
- Przegrałaś - kopnęła mnie. Właśnie w tym momencie osiągnęłam swój limit. Straciłam przytomność.
Patrzałem zdziwionym wzrokiem na ciało poranionej Lucy ,trzymanej przez Lisanne.
- Zostaw ją! - krzyczałem i najgłośniej jak tylko mogłem.

- Natsu-kun!!- niespodziewanie zauważyłem że w moją stronę kieruje się Lina.
- Lina? - podeszła do mnie i dała miecz. Pamiętam. 
Minął tydzień odkąd musiałem opuścić Lucy i przyjaciół. Nie wiedziałem gdzie iść. Włożyłem donie do kieszeni i poczułem. Miecz w kształcie naszyjnika Potomka Ognia. No tak chciałem go podarować Lucy. Jednak zapomniałem.
- O Natsu-kun! - usłyszałem głos. Spojrzałem w tamtą stronę. 
- Lina - uśmiechnąłem się.
- Jest z tobą Lucy? - spytała. Pokręciłem smutny przecząco głową.
- Co się wydarzyło? Powiesz mi ,może Ci pomogę. - 
- Mi nie można pomóc. Ale powiem Ci bo chciałbym abyś coś dla mnie zrobiła. - weszliśmy do domu. Opowiedziałem jej o wszystkim.
- Podjąłeś naprawdę trudną decyzję. - 
- Wiem. Tylko że zapomniałem jej to podarować. - położyłem na stole miecz.
- Zrobiłabyś to za mnie? - spytałem.
- No wiesz Natsu. Niedługo wyjeżdżam za granicę. Wrócę za dwa lata ale wtedy będę mogła jej to dać. - zgodziłem się.
- To ja będę się zbierał. Dzięki za gościnę - 
- Nie ma za co. I mam nadzieję że wszystko się ułoży. - pożegnałem się z nią. Ruszyłem dalej.
- Dziękuję - przybyła w dobrym momencie. Przywołałem prawdziwą formę miecza. Moja magia była na wykończeniu ,ale mogę dalej walczyć w ręcz.
- Lucy trzymaj się! - krzyknąłem i ruszyłem w stronę Lisanny. Lina , Gajeel, Erza i Gray ruszyli na innych. Erza pobijana walczyła znów z Minervą. Gray i Gajeel wraz z Lindą zajeli się Ivanem. 
- Damy radę! - krzyknąłem. Stanąłem teraz naprzeciw Lisanny. 
- Natsu uwierz mi że nie chcesz walczyć ze mną. - uśmiechnęła się słodko jednak to na mnie nie podziała.
- Puść Lucy - powiedziałem poważnym i szorstkim głosem. 
- Nigdy zabiję ją! - nie wiedziałem co się dzieje. Niespodziewanie nóż trzymany przy gardle Lucy zaczął się niebezpiecznie zbliżać.
- Nie!! Ryk Ognistego Smoka! - zaskoczyłem Lisannę i Lucy z hukiem trafiła w moje ramiona.
- Lucy - potrząsnąłem nią. Otworzyła oczy. 
- Natsu - wszeptała. Położyłem ją opartą o jakiś kamień. 
- Wytrzymaj jeszcze chwilę. - podeszłem do biało-włosej i zacząłem serię ataków mieczem. Nie znałem litości gdy widziałem JĄ w takim stanie.
- Czarna kopia - użyła jakiegoś zaklęcia i na około mnie pojawiły się jej kopie. Tak zniknęła mi z oczu.
- Natsu-kun!! - usłyszałem za sobą głos Liny. Odwróciłem się i widziałem coś okropnego. Lisanna z uśmiechem wbiła nóż ,broniącej Lucy Linie.
- Lina!! - słyszałem krzyki ukochanej. 
- Widzisz to przez Ciebie zginęła ! Hahaha - śmiała się szyderczo Lisanna oszpecając ciało kuzynki Lucy. Nie wytrzymałem. Podbiegłem do roztrzęsionej ukochanej. Zakryłem jej oczy jedną ręką, a drugą wbiłem ognisty miecz w przeciwniczkę. Broń przebiła ją na wylot. Po chwili można było uznać ja za zmarłą. Spojrzałem na około siebie. Wygraliśmy. Ale jaką ceną? Czas pokaże. Teraz ważna jest dla mnie Lucy. Broń zmieniła kształt, a naszyjnik od razu zawiesiłem na szyi Lucy. Wzrok przeniosłem na nieprzytomne ciało Ivana. Nagle otworzył oczy. 
- Uważajcie! - krzyknąłem. Podbiegłem do nich. Były mistrz skumulował w jednej dłoni niebezpieczną kulę Energi. Okryłem przyjaciół własnym ciałem. Oberwałem. Leżałem nie mając siły by się podnieść. Widziałem jak Erza wykańcza Ivana. Gray i Gajeel nie pozwalali mi zasnąć.
- Natsu!! - podbiegła do mnie ona. Zapłakana we krwi swojej i innych. Mimo wszystko byłą dla mnie najpiękniejsza. Ukucnęła nade mną i trzymała za rękę. A ja podnosiłem się i mimo wszystko przytuliłem ją.
- Nie zostawiaj mnie! - krzyczała.
- Nigdy życie jest zbyt piękne abyś płakała. Obiecaj mi że nie będziesz rozpamiętywać przeszłości..- wyszeptałem, czułem jak za każdym słowem przychodzi mi co raz większy ból.
- Kocham cię - moczyła mój policzek swoimi słonymi łzami.
- Ja ciebie też..- moje powieki stały się niespodziewane ciężkie.
- Ej płomyczku nie zamykaj oczów! - 
- Nie usypiaj błagam - mimo że oczy miałem zamknięte widziałem tego kto wypowiedział te słowa..

 @.@
Mamy kolejny rozdział i już was poinformuję że za niedługo pojawi się kolejny gdyż wena mi dopisuje ;D 

sobota, 23 listopada 2013

20. Walka

Szykowała się właśnie do kąpieli. Zakręciła lejącą się wodę, i zanurzyła się w fali gorąca. Na czoło i oczy założyła sobie chłodny ręczniczek. Teraz rozkoszowała się tą chwilą ,gdy ciepła para muskała jej delikatną skórę. Zrelaksowana nie zauważyła że ktoś wszedł do pomieszczenia. Gdy usłyszała tylko zatrzaskujące się drzwi oprzytomniała.
- Natsu..już wróciłeś? - wszeptała z uśmiechem. Powoli usiadła w wannie. Zakryła ręką piersi i ściągnęła ręcznik, mając nadzieję ujrzenia jego..
Siedziałem w gildii i tłumaczyłem przyjaciołom całą przygodę z Lucy. Z początku byli zszokowania i nie wierzyli ,jednak teraz zaczęli świętować.
- Natsu a gdzie właściwie Lucy? - usłyszałem głos Erzy. Po moich plecach przeszły ciarki.
- W domu odpoczywa - wyszeptałem i szybko spojrzałem na drzwi gildii. Czułem niebezpieczną aurę. Ktoś się zbliża. Wzrokiem wyszukałem Gajeela i Laxsusa oni też to czuli. Wendy była jeszcze zbyt mała więc jej zmysły nie były aż tak wyostrzone jak nasze. We trójkę swój wzrok wbiliśmy w wejście. Ten kto tu przyjdzie zapewne nie będzie naszym przyjacielem. Wstałem z krzesła. Na twarzy namalowaną miałem powagę i skupienie. W pomieszczeniu jak na rozkaz ucichło, każdy tera patrzał na mnie. Ja natomiast nie zmieniałem swojego punktu widzenia. Zapaliłem swoje pięści byli już bardzo blisko. Nawet mistrz już ich wyczuj i także stał się poważny. I po sekundzie każdy wyczuł ich obecność. Wstali i przygotowali się do walki. Jednak przed nami stanął dziadek. Niespodziewanie poczułem ogień.
- NA ZIEMIĘ!! - krzyknąłem i jak na rozkaz każdy upadł. Drzwi zostały zniszczone magią ognia. Podniosłem się i zjadłem go. Mimo wszytko takiego jeszcze nie jadłem. Przed nami pojawił się Ivan, jego gildia ,Minerva i...jeden facet ubrany w rozpięty ciemno niebieski płaszcz,bluzkę ciemno zieloną i szare spodnie, do tego pomarańczowe włosy. Nigdy go nie widziałem ,ale czułem że to od niego bije ta straszna aura.
- Ivan -wypowiedział przez zęby dziadek.
- Macarov tym razem nie masz szan poddaj się! - krzyczał szczęśliwy.
- Nigdy będziemy walczyć ! - wykrzyczałem pełny zapału. Natomiast mistrz jakby zastanawiał się nad poddaniem. Nie rozumiem ich jak można się nad taką oczywistą sprawą zastanawiać?!
- Ryk ognistego smoka! - fala mojego ognia ruszyła w stronę Ivana. Niespodziewanie przed ich mistrzem pojawił się pomarańczowo-włosy.
- Co do cholery?! - krzyczałem zdziwiony jeszcze nigdy nie ugasił mojego płomienia. Kim jest ten gościu?!
- Ej Salamandrze! - usłyszałem głos kupy złomu. Pokazał mi spojrzeć w górę. Zrobiłem to i oniemiałem! Oni mieli stworzonego roboto-smoka!  Przeciwnicy weszli do niego a my patrzeliśmy jak wyciągają swoją ostateczną broń. Niespodziewanie z rak smoka zaczęły się wydobywać ataki  magów, a pysk smoka otwarty przypominał działo. O kurwa ..działo to co wtedy! Muszę je zniszczyć.
- Happy! - przyjaciel uniósł mnie w kierunku smoka.
- Natsu-san -
- Ghi - Gajeel i Wendy lecieli ze mną rozwalić to przeklęte działo. A reszta już zaczęła kontr atak.
- Erza gdyby coś źle poszło wiesz co robić!! - krzyknąłem do walczącej dziewczyny. Ona tylko na znak że wie uniosła swój miecz do góry. Gdybyśmy nie dali rady ona ich wszystkich uratuje dzięki swojej zbroi. Gdy tylko Happy opuścił mnie na łuskowatą łapę. Moim przeciwnikiem jak już się wcześniej mogłem domyślać był nim pomarańczowo-włsosy.
- Więc to ty jesteś sławnym Salamandrem? Jestem Hiro Matuge posługuję się magią wodnego smoczego zabójcy. - spojrzałem na jego prawy bok , wcześniej tego nie zauważyłem ale miał tam przypiętą katanę. Zapaliłem swoje pięści.
- Jednak nie radzę ci walczyć - uśmiechnął sie chytrze.
- Że co? - spytałem nie rozumiejąc.
- Lucy Heartfilia mamy u niej jednego z nas - Lucy? Cholera nie wiem co robić.
- Salamandrze ja się nim zajmę ty idź dalej! Ryk żelaznego smoka! - niespodziewanie przede mną. O nie tym razem pokonam wroga, bez pomocy tej kupy złomu.
- Nie to mój przeciwnik! - rzuciłem się na Hiro z zapalonymi pięściami.
- Trzeba było mnie słuchać - usłyszałem jego szyderczy głos. No tak Lucy! Spojrzałem na Gajeela, jednak jego już nie było wspinał się wysoko do działa. Nie ma litości dla tego gościa przede mną. Powoli atakowałem go, jednak każdy mój atak był odbity jego.
- Ryk ognistego smoka! -
- Ryk wodnego smoka! - nasze moce złączyły się pozostawiając parę. Jednak miałem przewagę bo Hiro miał obrażenia po żelaznym ryku.
- Teraz cię wykończę - do mojej głowy przyszedł dość niebezpieczny pomysł.
- Pazur wodnego smoka! - chciał mnie zaskoczyć.
- Skrzydła ognistego smoka błyskawicy! - zostałem oblany woda tak jak przeciwnik , i teraz prąd. Mimo że sam poniosłem obrażenia to wiedziałem że on i tak przegrała i wygrałem. Chwiejnym krokiem wstałem Hiro nieprzytomny leżał. Udało się mój pomysł zadziałał.
- Spójrz w dół a potem w górę - wyszeptał ledwo słyszalnie mój przeciwnik. Zrobiłem to. Widok ten mnie przeraził. Gildia została zburzona a każdy z moich przyjaciół był poobijany i nie przytomny. Przegraliśmy..? Nie wierzę w to! Wzrok przeniosłem w górę na pysk smoka. I wtedy cały mój świat zaczął się walić.
- Lisanna!! - krzyknąłem w złości.

sobota, 16 listopada 2013

19. Początek horroru.

Patrzyła na niego nie mogąc wypowiedzieć z siebie słowa.
- Ja byłam..w Gwiezdnym Świcie - powiedziała spuszczając głowę.
- Co..? - nie wierzył. Była tak blisko. - Loki!!- zaczął wrzeszczeć na całe gardło.
- Natsu co ty..? - po paru sekundach pojawił się gwiezdny duch. Chłopak widząc zodiakalnego lwa , podszedł o niego i złapał za kołnierz.
- Tyle razy prosiliśmy cię o pomoc przy odnalezieniu Lucy! A ty i tak nam kłamałeś że nie wiesz gdzie jest! Jesteś dupkiem a nie przyjacielem! - wrzeszczał różowo-włsoy.
- Natsu zostaw go! - krzyknęła płacząca Lucy. - To ja kazałam mu kłamać! - mag ognia słysząc jej słowa puścił ducha. Spojrzał na Lucy która klęczała i płakała, zapewne znowu przez niego. Zrobił kroki w jej stronę.
- Dlaczego..? - wydusił.
- Bo mnie zostawiłeś. Chciałam być silniejsza ,by już na zawsze być z tobą. Jednak nie poszło tak jak chciałam. - delikatnie uśmiechneła się przez łzy starając się polepszyć całą sytuację. On klękną i złapał za jej delikatne dłonie.
- Zostawiłem cię by cię chronić. Sam trenowałem by móc oddać za ciebie życie. Jednak czy ty masz pojęcie co ja przeszedłem gdy usłyszałem że ty ..zaginęłaś?! Obwiniałem się może cię ktoś porwał. W nie cały miesiąc przeszukałem za tobą cały kraj! A ty mówisz że chciałaś byś silniejsza?! - spuścił głowę.Lucy byłą w szok nie spodziewała się że takim ostrym tonem kiedykolwiek będzie do niej mówił. Jednak to była jego i jej wina.
- Tak chciałam być silniejsza! Gdybym była wcześniej to byś mnie nie zostawił! Nie zostałabym sama z pustką w głowie! I to nie ty jesteś zawsze prze ze mnie chroniony! - oboje krzyczeli na siebie wygarniając drugiemu wszystkie swoje uczucia.
- Bo cię kocham! - dziewczyna już chciała odpowiedzieć gdy zobaczyła jak z zielonych oczu płyną krystaliczne łzy.
-Bądź już cicho.. - delikatnie dotknęła swoimi wargami jego. Różowo-włosy mimo że był zdziwiony oddał ten pocałunek. Loki widząc dobry zwrot akcji, wrócił do siebie. A zakochani czując już spokojniejsze uczucia przytulili się do siebie.
- Przepraszam - usłyszała jego głos. Dotknęła dłonią jego rozgrzanego policzka.
- To ja przepraszam że musiałeś tyle przeżyć - po jej policzku płynęła słona pojedyńcza łza. On widząc ją wolną ręką ,  ją wytarł.
- Łzy nie zwrócą nam utraconych chwil. - szepnął delikatnie całując ją w czoło. - Chodźmy do gildii. Musimy im wszystko opowiedzieć. - dziewczyna jakby pobladła. - Lucy? -
- Natsu spójrz za siebie! - krzyknęła przerażona. Szybko zwrócił głowę w kierunku. Jednak nie zobaczył nic. Swój wzrok przeniósł na blondynkę. Była roztrzęsiona i przerażona.
- Lucy tam nic nie ma. - złapał za jej barki.
- Ona wróciła, wróciła - szeptała. On zdziwiony zaczął nią potrząsać.
- Lucy - jej tęczówki odzyskały blask.
-Tak..? -
- Co się stało co tam zobaczyłaś? - spytał. Ona łapiąc się za głowę , udawała że nie pamięta.
- Natsu możemy iść do domu jutro pójdziemy do gildii. Teraz jestem zmęczona -
- Później pójdę i im wszystko powiem - uśmiechnął się do niej. Lucy zaczęło się kręcić w głowie i ledwo stawiała kroki. Natsu widząc wszystko zdał sobie sprawę.
- Lucy dobrze się czujesz? -
- Tak. A co.. Postaw mnie ! - chłopak wziął ją na barana. Jednak słysząc jej krzyki odstawił ją na ziemie.
- Dobrze - wziął ją jak księżniczkę na ręce.
- Natsu postaw mnie na ziemię! - próbowała mu się wyrwać.
- Nie. Jesteś zmęczona więc nie ma mowy. Zresztą muszę się tobą na cieszyć. - przybliżył się do niej i pocałował ją namiętnie. Gdy tylko się od niej odsunął zobaczył jej piękną zarumienioną twarzyczkę. Ona wtulona w jego tors, on idzie w kierunku domu. Gdy doszli w domu panował porządek. Lucy poszła w kierunku łazienki ,dokładniej wanny. A Natsu pobiegł do gildii. Jednak nie widzieli cienia patrzącego za oknem. Gdy tylko różowo-włosy opuścił domu , osoba włamała się do środka. Słysząc napuszczaną wodę włamywacz przygotowywał się do ataku..
@.@
Tak wiem to jest bez sensu i wgl.. No ale nie chciałam abyście czekali no tę notkę. No najpierw strajk komputera a teraz mnie samą dopadła choroba. No niestety wena przy gorączce się ewakuowała jednak wiem że notka wkrótce się pojawi pa moje

czwartek, 7 listopada 2013

18. Dwa światy.

Płakałem jak małe dziecko. Tak bardzo ją kocham. Gdy przyjaciele zobaczyli moje łzy ich emocje wzięły w górę. Wszyscy nie wstydząc się swoich uczuć płakali. Patrzałem łzawymi oczami przed siebie. Pomnik Lucy był wielki.Niespodziewanie usłyszałem grzmot z nieba. Po chwili kropla za kroplą spadała na ziemię. Przyjaciele wycierając łzy wracali do domów. Jednak ja nie mogłem stąd odejść. Czułem się przywiązany do tego miejsca. Dla gildii nie był jej dwa lata, jednak dla mnie tylko rok. Chciałbym jej opowiedzieć o tym drugim świecie w którym byłem. Spodobałby jej się.  Był tylko jeden minus. Czas. Dzień tam to to dwa miesiące na ziemi. Jednak już więcej jej nie ujrzę tej pięknej ślicznotki o brązowych oczach , i złotych włosach.
- Lucy żałuję że zostawiłem cię samą - mówiłem do siebie. - Tak mocno cie kocham. Jednak chciałem cię chronić. Mam nadzieję że choć teraz mnie słyszysz. Prawda?- pytałem czekając parę sekund na odpowiedź ,którą wiedziałem że nie usłyszę. - Ale wiesz że bardzo tęskniłem i tęsknie? - z moich oczy ciągle leciały słone łzy. Przetarłem dłonią policzki.Cała woda wchłonęła się w rękach, po łzach pozostały jedynie zaczerwienione oczy.
- Wiem. Ja też tęskniłam - usłyszałem za sobą głos. Spojrzałem za siebie. ONA stała za mną. Uśmiechnięta i szczęśliwa.
- Lucy - wyszeptałem jej imię. Zrobiłem pierwsze kroki w jej stronę. Wyciągnąłem w jej kierunku rękę chcąc sprawdzić czy naprawdę tu jest. Ona widząc moja roztrzęsioną rękę złapała ją swoimi delikatnymi dłońmi. Teraz miałem pewność że to nie halucynacje, ona wróciła. Szybkim ruchem przytuliłem ją do swojego torsu.  Tuliłem ją wchłaniając jej piękny zapach.Gdy wypuściłem ją z objęć z pragnieniem jednak delikatnie wpiłem się w jej malinowe usta.

- Musimy iść do gildii! Wszyscy muszą wiedzieć że żyjesz! - krzyczałem szczęśliwy ciągnąc ją za rękę.
- Natsu ty płakałeś? - zatrzymałem się.
- Dlaczego pytasz? - spytałem.
- Znam cię i widzę że mam czerwone oczy. O Natsu - przytuliła się do moich pleców.  Niespodziewanie deszcz zmienił się w śnieg.
- Lucy gdzie ty byłaś? - nieśmiało spytałem spuszczając głowę w dół. Poczułem jak jej uścisk staje się mocniejszy.
Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Z jednej strony mogłam wykrzyknąć że byłam w świecie duchów, jednak potem krzyczałby na mnie że go upuściłam. Ale o n też mnie opuścił, zostawił samą to byłą jego wina! Jednak miło jest czuć jego ciepło przy sobie.
- Ja byłam..
@.@
I zostawię was z taką końcówką. Wiem strasznie jest krótki jednak mam wielkie problemy z komputerem. Więc dłuższy rozdział będzie w przyszłym tygodniu i przepraszam za ten. ;C No cóż dzięki Yashe  mamy nowy piękny szablon na bloga. To byłoby wszystko a ja muszę już kończyć bo komputer znowu wyłączy mi się i nie będzie chciał się z powrotem włączyć więc do przyszłego tygodnia!

sobota, 2 listopada 2013

17. Pogrzeb.

Jestem tu już ósmy dzień, według moich obliczeń na ziemi to dwa lata. Jestem ciekawa co u niego, jak się czuje czy ..tęskni? Ja za nim bardzo. Spojrzałam na naszyjnik. Kiedy czułam brak ukochanego otwierałam go. Ogień palący się od środka uspokajał mnie ,i przypominał o tym że jestem kochana.
- Już niedługo Natsu się zobaczymy obiecuje..- szepnęłam zamykając ogień. W gwiezdnym świecie miałam swój własny kąt.
-Lucy -usłyszałam pukanie Lokiego.Zakończyłam swój trening.Byłam najsilniejszym Gwiezdnym magiem.Jednak król wzywa mnie do siebie. Loki przyszedł już po mnie.
- Już idę - wstałam z łóżka ,na którym siedziałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je a przede mną stał wystrojony Loki.
- Król już czeka -
- Dobrze- prowadził mnie przez długi korytarz. - Loki a co w gildii? - chciałam przerwać tą ciszę. On zatrzymał się.
- Fairy Tail ...- był jakiś nie pewny. - Ono uznało cię za zmarłą - kot inny mi powie jak nie on? Ta informacja mną wstrząsnęła. Zmarłą? Ale co na to Natsu. Poczułam ból w sercu. On nigdy by nie pozwolił na to.
- Żartujesz prawda?! - krzyknęłam roztrzęsiona.
- Niestety nie. Nie długo powinien się odbyć twój pogrzeb -
- Natsu by na to nie pozwolił! - miałam wiarę w niego.
- Natsu przybył chwilę temu do gildii. Z nikim nie rozmawia.jest w najgorszym stanie. - czułam się winna.
- Chcę wrócić na ziemię - szepnęłam. Po moich policzkach płynęły słone łzy. - niespodziewanie przed nami pojawił się król.
- Jak sobie życzysz moja droga przyjaciółko - odrzekł starym basowym głosem. 
- Ale królu chciałeś mnie widzieć - powiedziałam przez łzy.
- Chciałem ci zaproponować żebyś została w tym świecie, jednak widzę jak bardzo kochasz i szanujesz swoich przyjaciół na ziemi. Nie mogę pozwolić byś tu dłużej została - machnął swoją ręką. Portal otworzył się. Ja patrzałam na nich z łzami.
- Lucy wracaj do swojego świata! - krzyknęli wszyscy moi przyjaciele.
- Hai! - łapiąc się za łańcuszek przeskoczyłam przez bramę. Otworzyłam oczy. Siedziałam na podłodze w salonie.W swoim domu.
- Wróciłam - szepnęłam. Szybko wstałam i zaczęłam biec w stronę gildii. Mijałam wesołe dzieci ,pary a co ważniejsze wiśnie w różu. Wiosna przywitała Magnolię gdy mnie nie było.Szybko dzięki pobytowi w innym świecie dobiegłam. Otworzyłam wielkie drzwi.
- Wróciłam! - krzyknęłam całym głosem. Jednak w środku nie było nikogo. Gdzie oni mogli pójść..? Wiem! Loki mi mówił. Dziś miał być pogrzeb.Więc muszą być na cmentarzu! Mimo że nogi zaczęły plątać mi się od biegania i zmęczenia dalej stawiałam kroki.Musze zdążyć. Inaczej będzie jeszcze gorzej.
Wczoraj wróciłem  do gildii. Wszyscy przybyli na pogrzeb Lucy. Dziadek i Erza postarali się o pomnik. Ja cały czas milczałem. Cały świat się dla mnie zawalił. Nigdy więcej nie ujrzę jej uśmiechu. To tak cholernie boli!Czuję w sercu taką dziurę bez końca. Lucy czy jeszcze kiedyś cię ujrzę? Wiem jak złagodzić ten cholerny ból w sercu. Ale to wiąże się z opuszczeniem przyjaciół. Gubię się w swych myślach. Jednak to Lucy była i będzie dla mnie najważniejsza. Nie przytomnym wzrokiem atrzę na pustą trumnę opuszczaną pod ziemię. Gdy straciłem całkowicie ją z oczu grupka moich przyjaciół zaczęła zasypywać ją ziemią. Ale co jeśli Lucy żyje?! Zrobiłem chwiejny krok w przód.
- Natsu? - słyszałem moje imię wypowiadanie przez członków gildii.
- A co jeśli ona żyje a my tu ją pochowujemy?! Jeśli do nas wróci a my pokażemy jej grób! - uczucia pustki wzięły nade mną górę.
- Płomyczku uspokój się! - złapała mnie mrożonka. Moja Lucy żyje i będzie żyć! Nie wierzę w jej śmierć to wszystko to tylko zły sen, muszę się obudzić . Te wszystkie dni nie skończą się teraz!







- Puszczaj! Ona musi żyć! Nie mogła mnie opuścić!  - krzyczałem. Gray nie był w stanie mnie utrzymać. Niedługo dołączył Elfman. Jednak i teraz udało mi się wyrwać już chciałem to wszystko podpalić gdy złapała mnie ogromna dłoń dziadka.
- Nastu proszę uspokój się - szepnął. Spojrzałem na przyjaciół. Każdy płakał a jak jeszcze dokładałem im zmartwień. Ochłonąłem. Gdyby mieli jaki kolwiek znak życia blondynki żaden pogrzeb by się nie odbył. Spojrzałem na ziemię gdzie jeszcze nie dawno wkładana była trumna. Teraz powoli i delikatnie stawiano pomnik Lucy. Lucy ...Lucy ! Upadłem na ziemię. Płakałem jak małe dziecko. Tak tęsknie za nią.
- Lucy! Lucy!! - wydarłem się na całe gardło najmocniej jak umiałem. 
Słyszałam. Jego głos. On wołał mnie. Byłam już blisko cmentarza. Natsu poczekaj jeszcze chwilę. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.

środa, 30 października 2013

16. Gdy wszystko jest nie tak ..

Jeszcze przed chwilą czułam jego ciepłe ciało przy sobie a teraz? Oddala się ode mnie. Chcę biec za nim jednak Gray mnie  powstrzymuje.
- Gray puszczaj mnie! - krzyczałam próbując się wyrwać.- Natsu! - pragnęłam aby mnie usłyszał, cofnął się przytulił szepnął że będzie dobrze jednak nic takiego się nie stało. Dlaczego ucieka?
-Uspokoiłaś się już ? - odezwał się chłopak. Trzymał mnie już z godzinę.
- Tak- szepnęłam.
- Lucy to do ciebie - Mira podała  mi prezent od Natsu. Wzięłam go.
- Idę do domu - wyszeptałam. Wiedziałam że ktoś mnie śledzi żebym nie szukała różowo-włosego.  Otworzyłam drzwi od domu. Cicho stawiałam kroki. One same zaprowadziły mnie do salonu.
- Natsu - wyszeptałam patrząc na podarunek. Otworzyłam go. Znalazłam w nim piękny naszyjnik gwiazdy. Chciałam go zapiąć jednak sama nie dałam rady. Odłożyłam biżuterię na stolik. Zauważyłam w pudełku kartkę. Słowa zapisane przez chłopaka , przyciągnęły ze sobą falę tęsknoty. - Głupek - powiedziałam przez łzy.  Przez przez przypadek zwaliłam ręką łańcuszek.  Nagle poczułam ciepło. Spojrzałam na ziemię.  Naszyjnik otworzył się. Palący z niego ogień był jasny, gorący lecz i przyjazny , opiekuńczy i.. delikatny? Tak te cechy pasują do Natsu. Obok widniały nasze imiona.  -Dlaczego mnie opuściłeś skoro mnie kochasz? - nie umiałam tego zrozumieć. Jak się kogoś kocha to chcę się być przy tej osobie tak? Niespodziewanie w pokoju pojawił się Loki.
-To moja wina - wyszeptał.
-O czym ty mówisz Loki? - zapytałam.
- To ja powiedziałem o tym że możesz odzyskać pamięć w taki sposób unikając śmierci. Nie chciałem cię stracić. Jednak widząc twe płaczące oczy i smutną minę gryzie mnie sumienie - teraz rozumiem. Natsu chce mnie chronić , znowu. To wszystko dlatego że jestem taka słaba!
- Loki czy możesz zabrać mnie do świata duchów? - przytaknął głową.Wstałam. Będę trenować, gdy będę ,już wystarczająco silna wrócę na ziemię i odnajdę Natsu.
- Lucy wiesz jaki to czas na ziemi prawda ? -
- Wiem. Jednak muszę zaryzykować. - portal się otworzył a ja skutecznie przez niego przeszłam. Teraz już nie liczy się dla mnie czas ,ale moja siła. Ostatnią rzeczą którą pochwyciłam w dłonie był naszyjnik od Natsu. Od mojego ukochanego. Udało mi się przejść. Gdy tylko pojawiłam się w drugim świecie spojrzałam na biżuterię nic jej nie było.
- Loki mógłbyś mi pomóc -
- Zapiąć oczywiście - dokończył lew. Podałam mu łańcuszek. Podniosłam włosy ,a on mi go zapiął.
- Dziękuję - teraz mogłam zacząć trenować. - A jeszcze jedno co jakiś czas pojawiaj się w gildii. Tylko proszę cię nikomu nie mów że tu jestem. Jedynie powiedz że nie wiesz-
- Mam kłamać? - nie tak dosłownie.
- Proszę - jednak dobrze to sformułował.
- Jak sobie życzysz Lucy - lekko ukłonił się. Nie długo przed nami pojawił się król.
- Moja droga przyjaciółko co cię tu sprowadza? - spytał.
- Przybyłam tu trenować -postanowiłam.
- Więc zaczynajmy! - odrzekł tajemniczo. Później rozpoczęłam trening z każdym duchem.
Gildia.
-To już dwa lata jak zniknęła. - wyszeptała Erza kierowała swoje kroki w stronę mistrza.
- Mistrzu to dziś mijają dwa lata. Nie możemy dłużej okłamywać Natsu -powiedziała. Staruszek poczochrał się po siwym wąsie.
- Więc ty mu o tym powiedz. - stwierdził. Podał jej kartę do komunikacji z chłopakiem.
- Ohayo mistrzu - usłyszała głos roześmianego różowo-włosego.
- Natsu tu Erza mam smutne wieści -
- Co się dzieje? - tym razem usłyszała poważny głos.
- Lucy ona. Dwa lata temu zniknęła. Nie mamy żadnych z nią kontaktów.-
- A gwiezdne duchy?! - krzyknął
- Też nic nie wiedzą. Przykro mi Natsu jednak wszyscy uważamy ją za ..zmarłą - dokończyła. Ta wiadomość zszokowała chłopakiem.
- Zmarłą..? - wyszeptał.
- Chciałam byś wiedział i pojawił się na pogrzebie i jest jeszcze..- usłyszała urwane połączenie. - Karta została zniszczona. Mistrzu co teraz robimy? - spytała się i odłożyła kartę.
- Trzeba wszcząć przygotowania do pogrzebu. - odpowiedział przygnębionym głosem.
Natsu
Dwa lata zbierałem pamiątki po miejscach które zwiedziłem. Gdy będzie już dobrze chciałem wrócić do Lucy i podarować jej je. Opowiedzieć o przygodach, o tym jak bardzo ją kocham. A teraz? Wracam do gildii ,do domu na jej ..pogrzeb. Zacząłem tracić nad sobą kontrolę. Z moich oczu leciały słone łzy ,a moje ciało pokrył ogień.
- Lucy! - wykrzyknąłem na cały głos.Byłem na łące więc nikt mnie nie wiedział i słyszał. Tak bardzo teraz zacząłem żałować że moje płomienie nie mogą mnie skrzywdzić...

sobota, 26 października 2013

15. Gildia

Jak mogę jej teraz pomóc? Wendy powiedziała że nie może sobie nic przypomnieć. Jednak mam wątpliwości co do tego całego planu. Kocham Lucy ,ale jak teraz znowu zacząć? W pewnej chwili mogę się nie powstrzymać, zapomnieć a wtedy .. Usłyszałem jak dziewczyna otwiera drzwi. Wyszła okryta tylko ręcznikiem. Na jej widok zarumieniłem się. Żeby to ukryć spuściłem głowę w dół. 
- Natsu dobrze się czujesz? - podeszła do mnie. Uklęknęła i podniosła moją głowę abym mógł zobaczyć jej czekoladowe tęczówki. Czułem jak ociekająca z jej włosów woda cieknie na moje ubrania.
- Tak - zabiorę ją do gildii może wróci coś po staremu. Dziewczyna poszła do sypialni się przebrać ,a ja nie ruszyłem się. Niespodziewanie w pokoju pojawił się Loki.
- Dlaczego na to pozwalasz? - spytał mnie powstrzymując łzy.
- A co takiego mogę zrobić?! Mówisz jakbyś sam był lepszy! - wkurzyłem się. Nie wiedziałem co mogę zdziałać, a on jeszcze pyta się mnie czemu nic nie robię. Boję się, taka est prawda. Z jednej strony chcę by ona odzyskała wspomnienia, jednak nie chcę aby przez to była narożna na niebezpieczeństwo.
- Przepraszam Loki , poniosło mnie - przeprosiłem go i wstałem.
- Znalazłem sposób na odzyskanie wspomnień Lucy, jednak nie spodoba ci się. - usłyszałem kroki blondynki.
- Loki porozmawiamy o tym w gildii - miałem rację po sekundzie dziewczyna zeszła do salonu.
- Kim ty jesteś? - to musiało zaboleć Leo. Był jej duchem, przyjacielem. Jednak mnie to najbardziej bolało. Bo to ja straciłem miłość.
- To ja będę znikał. Zobaczymy się później Natsu - odparł smutnym głosem i zniknął.
- Lucy chodźmy do gildii - zrobiłem kroki w jej stronę.
- Jakiej gildii? - to naprawdę boli, świadomość że traci się osobę za którą można oddać życie.
- Tam gdzie ja należę, do Fairy Tail - spojrzałem na nią. Przynajmniej coś się nie zmieniło. Jej uśmiech dalej poprawiał mi humor.
- Dobrze - wyszliśmy z mieszkania. Ciągle trzymałem ją za rękę.
- A więc to tu jest Fairy Tail - oznajmiła wesoła gdy weszliśmy do gildii. Każdy udawał szczęśliwego na jej widok, jednak za długo ich znam.
- Ohayo jestem Mira,a ty? - nawet Mira udawała.
- Lucy - zobaczyłem że w kącie już czeka na mnie Loki.
- Więc jaki sposób znalazłeś? - spytałem.
- Gdy Lucy przypomni sobie wszystko , ktoś ją napadnie i zginie. Taka była wizja Carly. Jednak ty byłeś w tej wizji. Znalazłem że można jej przywrócić wspomnienia , pocałunkiem od ukochanej osoby. Jednak ona musi zniknąć w dzień. - nie za bardzo zrozumiałem.
- Jeśli pocałuję Lucy ,wrócą jej wspomnienia. Ale żeby przepowiednia się nie spełniła ja muszę odjeść? - stwierdziłem fakty.
- Niestety ale tak. Śmierć Lucy lub twoje odejście - położył ręce na moich ramionach.
- Zdecyduj rozsądnie - uśmiechnął się do mnie i zniknął. Nie muszę zbyt długo myśleć. Przywrócę jej wspomnienia jednak nie chcę aby po roku o mnie zapomniała.
- Zaraz wracam - krzyknąłem do niej i wybiegłem z gildii. Biegłem w stronę miasta. Moją uwagę przyciągnął jubiler. Wszedłem do niego. Zauważyłem piękny naszyjnik. Był w kształcie gwiazdy.
- Poproszę ten - pokazałem na biżuterię.
- Bardzo mi przykro jednak tylko mag może kupić go. - zdziwiłem się.
- Dlaczego ? - zaciekawił mnie.
- Gdy się otwiera można wsadzić tam magię która nigdy się nie skończy. To taka pamiątka. - mam pomysł.
- Poproszę go. Jestem magiem z Fairy Tail - sprzedawca bez żadnych problemów udekorował pudełko i wsadził naszyjnik.
- Dziękuję - zapłaciłem i wyszyłem. Usiadłem na pobliskiej ławce. Otworzyłem podarunek. Gwiazda się otwierała. Delikatnie na jednej z jej połowy położyłem swój ogień. Niespodziewanie na drugiej pojawił się wypalony napis Natsu poniżej Lucy. Tak będzie dobrze. Wyciągnąłem kartkę z plecaka ,postanowiłem dołączyć do tego list.
Do Lucy
Wiem że zapewne będziesz się wściekać że podjąłem taki wybór, jednak to było najlepsze rozwiązanie. Nie zapomnę o tobie nawet na końcu świata. Bardzo cie kochałęm i kocham. Mam nadzieje że za parę lat znajdziesz kogoś kogo pokochasz tak jak ja ciebie. Życzę ci powodzenia! 
Twój Natsu 
PS. 
Mogłabyś zająć się Happym? Wiem że będzie próbował mnie szukać. Żegnaj 
Tak będzie najlepiej. Zgiąłem kartkę i położyłem obok naszyjnika. Ruszyłem w stronę gildii. Weszłem z hałasem. Widziałem Lucy siedzącą przy stoliku z dziewczynami. Z poważną miną weszłem do gabinetu mistrza. 
- Dziadku przepraszam - spuściłem wzrok na ziemię. 
- Loki tu był i wszystko mi powiedział. Wybrałeś odejście prawda? - kiwnąłem ruchem głowy potwierdzając. - Rozumiem -
- Jednak muszę teraz odejść z gildii. - spojrzałem na mój znak.
- Nie. Gdyby coś się działo będziemy się z tobą kontaktować. A to tylko możliwe jak masz znak, jeśli będziesz go chował nic się nie stanie. A teraz powodzenia Natsu! -   on płakał. Widziałem płakał że odchodziłem.
- Dziękuję żegnajcie - pożegnałem się i wyszłem. Dobrze robię to wiedziałem. Swoje kroki skierowałem do Lucy. 
- Lucy - ona wstała i podeszła do mnie.
- Tak ? - spytała się nie świadoma. Złapałem za je talię i przyciągnąłem do siebie.
- Pamiętaj o mnie - z delikatnością i uczuciem wpiłem swoje wargi w jej usta. Przez chwilę chciała mi się wyrwać jednak po chwili oddała pocałunek.
- Przepraszam - wypowiedziałem. 
- Zawsze będę pamiętać - przytuliła mnie.Wiedziałem że moja ukochana wróciła jednak ja odchodzę.
- Natsu. Natsu! - położyłem na blacie podarunek i wybiegłem z gildii. Słyszałem tylko krzyki ukochanej , nawołujące moje imię.

piątek, 18 października 2013

14. Znak

- Natsu na pewno nic ci nie jest? - spytałam po raz setny chłopaka.
- Lucy zrozum zawsze tak robię ,na tym polega moja magia - spojrzałam na niego.
- Ale naprawdę? - on chyba już nie wytrzymał bo słysząc kolejne moje pytanie wstał z fotela.
- Pali pomocy! - krzyczał łapiąc się za gardło.
-  A mówiłam - pobiegłam do kuchni po dzbanek z wodą.
- Pij - rozkazałam on puścił ręce i położył na moich barach.
- Nic mi nie jest żartowałem - dalej dopinałam swego i podałam mu dzbanek z wodą. - Wgrałaś wypiję - wziął parę łyków wody. - Teraz już jesteś spokojna? - kiwnęłam lekko głową. Poczułam się zmęczona. Usiadłam na kanapie. Ziewnęłam ,oczy same mi się zamykały. Nie wytrzymałam i usnęłam.
Patrzyłem na jej zamknięte oczy. Nie mogę uwierzyć że naprawdę straciła pamięć. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Nie chętnie wstałem i otworzyłem. Przed nimi stała zdyszana Wendy i Charla.
- Natsu -san - wysapała. Nagle podniosła się.
- Czy pomagałeś przywrócić pamięć Lucy-san?! - krzyknęła na mnie niespodziewanie.
- Nie a coś nie tak? - zrobiłem przejście i weszły do mieszkania.
- Charla miała wizję. Jeśli przywrócimy pamięć Lucy-san ona umrze.. Dlatego wraz z gildią postanawiamy że Lucy-san ta jakby zaczyna życie od nowa - patrzyłem ze zdziwieniem na nią.
- To znaczy? - spytałem.
-  To tak jakby Lucy nigdy nie dołączyła do Fairy Tail - oznajmiła kotka.
- Ja przyszłam usunąć ostanie ślady. Czyli znak i pamiętnik Lucy-san. - teraz do mnie dotarło.
- Jej pamiętnik? A nie możesz go zostawić? Lucy tak o niego dbała. Wendy. - błagałem ją.
- Jeśli zamkniesz pamiętnik w skrzyni z kłódką i dobrze schowasz może zostać - Charla spojrzała na mnie z złowrogą miną mówiącą "Tylko tego nie zepsuj".
- Musimy powiedzieć Lucy-san tylko ile ma lat to wystarczy. I możemy zacząć tworzyć nowe wspomnienia.- uśmiechneła się lekko do mnie. Nowe wspomnienia? Wolałbym stare. Zaraz jeśli nic nie pamięta to muszę wyznać jej moje uczucia jeszcze raz? Nie dam rady. A co ja jakiś tchórz jestem, dam radę.Złapałem się za głowę.
- Natsu-san? - spytała zmartwiona Wendy.
- Nic mi nie jest spokojnie. Chodźmy do Lucy - poszliśmy w stronę dużego pokoju. Dziewczyna jeszcze spała. Wendy delikatnie zmazywała znak gildii. Ja nie mogłem na to patrzeć pamiętam jak go dostała i pokazała mi.

Kochałem tą uroczą blondynę. Kochałem? Kocham i będę kochać. Nagle poczułem ten zapach. Odwróciłem się w stronę okna. Nikogo tam nie było. Dziwne. Dobrze pamiętam ten zapach ..Lisanna.
- Natsu-san - odezwała się stojąca za mną Wendy. W rękach trzymała wszystkie wspomnienia Lucy.
- Zajmę się nim. - wziąłem przedmiot.
- Ja muszę wrócić do gildii do widzenia! - pożegnała się i odeszła. Właśnie Lucy wczoraj pisała coś w tym. Moja ciekawość osiągnęła zenitu. Powoli przeniosłem wzrok na ukochaną. Słodko spała. Ja cicho otworzyłem pamiętnik na ostatnie stronie.
Drogi pamiętniku.
Wiem długo nie pisałam jednak miałam małe problemy. Prze Lisanne przespałam pięć miesięcy! Na szczęście Natsu cały czas czekał na mnie - to oczywiste głupia ty. A myślałaś że zapomnę o tobie? Dobra czytam dalej.
Jestem w moim nowym domu. Natsu bierze prysznic. Lekko kręci mi się w głowie. Nie dawno zmierzyłam sobie temperaturę. Mam 38 gorączki. Jednak nic mu nie powiem bo będzie się martwił a tego nie chce. Słyszę że Natsu wraca napiszę jutro! - głupia i nie napiszesz. I czemu nic mi nie powiedziałaś?! Nie to też ja wina powinienem widzieć że coś ci jest.Czytając to nie wiem kiedy poleciały mi łzy. Wytarłem je ręką.
Nagle poczułem coś na swoim policzku. Odsunąłem rękę i spojrzałem. Przede mną nachylała się blondynka. Moje oczy wpatrywały się w te piękne czekoladowe tęczówki. Kocham ją całym sercem i się nie poddam.
- Co tam masz? - spytała wskazując na pamiętnik. 
- Nic ważnego. - nie wiem czemu ale odparłem bardzo chłodno choć chciałem wypowiedzieć to normalnie.
- Ja pójdę się wykąpać a ty tu poczekaj zgoda? - kiwnąłem na zna że tak. Ona poszła a ja dalej wpatrywałem się przed siebie.

piątek, 11 października 2013

13.Pamięć

Leniwie otworzyła swoje czekoladowe tęczówki. Obudziło ją poranne słońce. Czuła że Natsu otulił ją całą w nocy. Było jej dzięki temu ciepło i przyjemnie. Kochała tego słodkiego narwańca. Chciała obrócić się w bok gdy niespodziewanie nie mogła się ruszyć.
- Natsu - wypowiedziała dalej próbując nie udolnie podnieść rękę. Niczym nie mogła poruszać. On słysząc jej głos lekko się poruszył.
-Natsu - powtórzyła trochę głośniej. Chłopak przekręcił się na drugi bok.
- Jeszcze pięć minut Lucy - odpowiedział.
- Nie pięć minut pomóż mi! - zdenerwowana krzyknęła na niego, przez co spadł z łóżka.
- No co jest już wstaje! - spojrzał na nią gniewnym wzrokiem.
- Nie mogę się ruszać głupku - zarumieniona odparła. On mierzył ją wzrokiem od góry do dołu.
- Więc pora na zemstę - wyciągnął ręce przed siebie. Jego oczy zalśniły nieznajomym blaskiem.
- Natsu co ty? Jaką zemstę ? - zaczynała już rozumieć. Różowo-włosy usiadł na niej i zaczął ją łaskotać.
- Hahaha Przestań..Natsu ...- wypowiedziała. Ona płakała ze śmiechu nie mogąc się ruszać, a on wykorzystał tą całą sytuację.
- No dobra idę po Wendy - dziewczyna dziękowała bogu za to że ukochany się nad nią zlitował. Gdy on wyszedł, zdała sobie sprawę z tego że zaraz spadnie. Chciała podeprzeć się w tej chwili rękami o łóżko jednak nie mogła się ruszać. Z hukiem uderzyła głową o róg nocnego stolika i upadła na ziemię. Niebezpiecznie jej oczy zaszły mgłą. Zemdlała. Z jej głowy zaczęła kapać szkarłatna krew.
- Lucy? - o dziwo chłopak jeszcze nie wyszedł z domu i usłyszał huk. Gdy jednak do jego nozdrzy wleciał zapach krwi , szybko pobiegł na górę. Zobaczył ją.
- Lucy - podbiegł do niej. Delikatnie ułożył ją na łóżku , teraz zauważył krew na podłodze.
- Cholera -
- Natsu! Lucy! - przez okno z dużego pokoju wleciał mały przyjaciel.
- Happy! - był jak cud. Teraz on poleci do gildii a chłopak zaopiekuje się nią.
- Co tu .. Lucy? - wydusił z siebie widząc szkarłat.
- Leć po Wendy! - nie wiele dyskutując najszybciej jak potrafił wyleciał. Niespodziewanie dziewczyna zaczęła się dusić. Z jej ust wyleciała maleńka rzeczka krwi.
- Natsu-san! - krzyknęła z dołu Wendy , potwierdzając swoje przybycie. Exed leżał na kanapie wyczerpany, stracił całą wraz z Charlą magiczną moc.
- Wendy tutaj! - odpowiedział. Dziewczynka biegiem znalazła się przy sypialni.
- Lucy-san! - natychmiast osłoniła dziewczynę swoją niebiańską poświatą.
 - Wendy już skończyłaś? - zdziwił się widząc po pięciu minutach niebiesko-włosom.
- Natsu-san rana nie była zbyt głęboka. Jednak doszło do wstrząsu mózgu. Musimy poczekać lada chwila pani Lucy powinna się obudzić - oznajmiła. On wszedł. Blondynka leżała w łóżku. Usiadł na brzegu łoża i złapał za jej rękę.
Czułam przyjemne ciepło w ręce. Co to mogło być? Chciałam przeszukać w pamięci to ciepło, jednak nie mogła.. Nagle w mojej głowie został wywołany wielki ból. Kim ja jestem? Lucy Heartfilia. Pamiętam. Straciłam matkę, a później ojciec był dla mnie tak ostry i cięty ,że uciekłam. Poznałam tam kogoś tylko kogo? Zabrał mnie do jakiegoś cudownego miejsca. A może to był sen? Mam pustkę w głowie. Zobaczyłam światło podążałam za jego blaskiem. Leniwie otworzyłam oczy. Przetarłam je wolną ręką. Gdy próbowałam podnieść prawą coś mi to uniemożliwiało.
- Lucy! Lucy-san! - krzyknęli obcy mi ludzie. Chyba mnie znają. 
- Lucy-san jak się pani czuje? - spytała mnie mała dziewczynka z nadzieją w oczkach.
- Dobrze - odpowiedziałam jakbym wiedziała o co tej dwójce chodzi. 
- Bałem się o ciebie wiesz? - na szyję rzucił mi się chłopak. Chciał mnie pocałować tego już za wiele! Jednym ruchem podłogę.
- Lucy? Jeszcze się za tam to gniewasz? - masując sobie głowę siedział i patrzył w moją stronę. 

- Kim wy jesteście? - wyszeptałam. Widziałam jak ich oczy rozszerzają się z zdziwienia. Niespodziewanie różowo-włosy pajac wybuchnął śmiechem. Zaraz,zaraz znałam już ten uśmiech, te różowe-włosy to musiał być on. Pamiętała ja razem z bardzo podobnym do niego chłopakiem bawiła się w dzieciństwie. Raz nawet mimo swojej choroby zabrał mnie na statek , było wspaniale.
 Jednak pamiętam jak mój ojciec mnie od niego zabrał, więc to nie możliwe że ten pajac to .. 
- Natsu - wyszeptałam jego imię. Chłopa spojrzał się na mnie. Nie to nie możliwe. 
-  Wendy ona żartowała wtedy nie? - zilustrował mnie. Trzynastolatka podeszła do mnie i otoczyła niebiańską poświatą.
- Ja się nazywasz? - spytała się mnie po paru minutach.
- Lucy Heartfilia - odpowiedziałam dumnie.
- Ile masz lat? - tu musiałam chwilę pomyśleć pamiętam wszystko do czternastych urodzin. Jednak widząc moje ciało mam szesnaście lat.
- Mam szesnaście lat - chłopa ja by pobladł. 
- To nie możliwe ona naprawdę straciła pamięć? - spojrzał na mnie srogim spojrzeniem.
- To sąd wiedziałaś ja mi na imię? - spytał. Znam go ja byłam mała. Był też taki wtedy narwany ,miałam pewność że to on.
- Pamiętam cię z dzieciństwa - rozglądnęłam się dookoła. Nie znałam tego miejsca.
- Gdzie ja jestem? - oni spojrzeli na siebie.
- Jesteś w Magnolii w swoim nowym domu wczoraj się tutaj wprowadziłaś - lekko się uśmiechnął.
- A jak ja ciebie odnalazłam Natsu? - 
- To ja ciebie raczej odnalazłem - pokazał większy uśmiech. To ten szczery i piękny uśmiech pamiętałam.
- Ale ty to kto ? -spytałam spoglądając na dziecko.
- Jestem Wendy smocza zabójczyni niebios. To ja będę leczyła panią Lucy - była bardzo poważna jak na dziecko. Przynajmniej takie odniosłam wrażanie. 
- Przyjdę jutro. Gdyby coś działo się złego z panią Lucy będę w gildii - zwróciła się do chłopaka. Ukłoniła się w moją stronę i poszła. Chłopa cały czas siedział i patrzył na mnie z niedowierzaniem w oczach. 
- Co? - wyszeptałam speszona jego zachowaniem. 
- To moja wina. - czy ja słyszę że on się obwinia za to że straciłam pamięć? Nie wiem co się wtedy działo jednak mam przeczucie że jest w błędzie.
- Jesteś głodna? - kiwnęłam twierdząco głową. On wstał z podłogi i wyszedł. Przeczucie dało mi znać abym po cichu poszła w stronę chłopaka. I miałam rację. Podpalił mi ścierki od kuchenki i dywan.
- Co ty robisz?! Szybko pomóż mi to ugasić! - krzyknęłam lecąc do kranu po wodę. On podszedł do ognia i go pożarł! No tego to się nie spodziewałam.
-Jak ty to..? - tylko tyle wydusiłam z siebie. Chyba strasznie dużo rzeczy zapomniałam.
@.@ 
No więc mam wiadomość mam złamaną rękę a moja kuzynka ma problem z netem więc rozdział będzie długi ,ale i będziecie musieli na niego trochę poczekać  Za przeszkody przepraszamy i dziękujemy za cierpliwość.